Prezydent USA Donald Trump wraz ze swoim otoczeniem już podczas pierwszej kadencji rozpoczął reformy i modernizację armii Stanów Zjednoczonych. USA szykują się do wojny konwencjonalnej z Chinami, mając nadzieję, że same zmiany w siłach zbrojnych odstraszą przeciwnika w wymiarze militarnym – powiedział Tarociński.
Era ataków terrorystycznych dobiegła końca
Raport analizuje wszystkie pięć rodzajów Sił Zbrojnych USA: Siły Powietrzne (US Air Force), Wojska Lądowe (US Army), Marynarkę Wojenną (US Navy), Siły Kosmiczne (US Space Force) i Korpus Piechoty Morskiej (US Marine Corps). Ekspert podkreślił, że era, w której armia USA miała reagować głównie na wyzwania terrorystyczne "definitywnie dobiegła końca".
W Iraku i w Afganistanie bojówki paramilitarne miały swoje miejsca, w których były okopane i które trzeba było zdobywać. Szczególnie wojska amerykańskie i brytyjskie ponosiły znaczące ofiary w tego typu misjach. Siły zbrojne zostały przekształcone w taki sposób, aby być bardziej przystosowane do tego typu zadań – zaznaczył.
Uznano, że nie ma sensu posiadać dużych dywizji czy korpusów, które będą walczyły wzdłuż jednej linii frontu, ponieważ w Afganistanie teatrem działań był cały kraj - wyjaśnił analityk OSW. Dodał, że rozwijano małe oddziały, które miały mieć jak największą samodzielność. I ten model działał świetnie – ocenił.
Przemiana podyktowana potencjalną wojną z Chinami
Jednak takie podejście w ostatnich latach uległo zmianie wraz z nowymi zagrożeniami, którym muszą stawiać czoła Siły Zbrojne USA. Dla każdego rodzaju sił zbrojnych opracowano dokumenty określające priorytety ich modernizacji. W wypadku US Army jest to "Army 2030" i "Army Transformation Initiative", które określają przemianę podyktowaną potencjalną wojną z Chinami.
Ten zwrot był długo przygotowywany, ale został ogłoszony publicznie dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa w 2021 roku - wyjaśnił Tarociński. Uzupełnił, że chodzi tu o powrót do dywizji jako głównej jednostki taktycznej pola walki, odbudowę roli korpusów i przygotowanie do starcia z przeciwnikiem, który nie będzie ukrywał się z karabinami wśród ludności cywilnej, ale będzie dysponował brygadami i dywizjami pancernymi.
Traci na tym Europa
Rozmówca PAP zauważył, że zmiany w Siłach Zbrojnych USA rozpoczęły się na poziomie strategicznym już kilka dekad temu, a więc nie można ich przypisać jednej administracji. Niemniej zarówno pierwsza, jak i druga kadencja Trumpa charakteryzuje się przyspieszeniem wdrażania tych zmian.
Amerykanie są więc w niezwykłym momencie: mają wiele sił przystosowanych już do pełnoskalowego konfliktu, ale też te, które wciąż zachowały charakter z dwóch pierwszych dekad XXI wieku - zauważył analityk OSW. Zaznaczył, że USA nie mają w planach tworzenia nowych formacji, tylko zreformowania istniejących, a ponieważ priorytetem jest region Indo-Pacyfiku, to traci na tym Europa. Dodał, że według analiz amerykańskich strategów, ponieważ teatrem działań będzie region Indo-Pacyfiku, wojsko musi być przygotowane do operacji na wyspach i w rejonach tropikalnych.
Zmiany w amerykańskiej piechocie
Wojska Lądowe USA zachowają zdolność transferu pododdziałów wsparcia z tego szczebla dywizyjnego do brygadowego, dzięki czemu, jeżeli nie będzie potrzebne zaangażowanie całej dużej dywizji na wielkim froncie, to nadal będzie możliwe delegowanie pojedynczych brygadowych zespołów bojowych właśnie czy to do Polski, państw bałtyckich, Rumunii, Korei Południowej, gdzie to się dzieje przecież też w formie rotacyjnej – powiedział Tarociński.
Amerykańska piechota w ramach nowych założeń ma być mobilna i przystosowana do walki w wymagających warunkach. W tym celu siły lądowe są w trakcie wprowadzania pojazdu ISV, czyli Infantry Squad Vehicle (ang. Wóz Drużyny Piechoty). Ten pojazd nie ma drzwi, nie ma okien, nie ma dachu, jest czystą ramą z Chevroleta Colorado. Ma to być modyfikowalny pojazd lekki służący żołnierzom jako taksówka, która szybko ich dowiezie w pobliże przeciwnika – wyliczył analityk.
Wycofywanie samolotów ze służby
Siły Powietrzne USA także przechodzą zmiany. W raporcie Tarociński pokazuje, posiłkując się dostępnymi danymi, że do 2035 roku musi dojść do wymiany znacznej części floty. Jednak, jak wytłumaczył ekspert OSW, wycofywanie samolotów ze służby nie jest proste również ze względu na politykę.
Jeden z podanych przez niego przykładów dotyczy samolotu rozpoznawczego Boeing E-3 AWACS. Administracja Trumpa chciała całkowicie wycofać tę maszynę, argumentując, że jest zbyt delikatna i może zostać łatwo zniszczona, a jej zadania mogą być wykonywane przez wojska kosmiczne. Kongres sprzeciwił się tej decyzji, uznając, że program wycofania maszyn jest zbyt szybki. Parlament wbrew woli Pentagonu nakazał zakup pięciu kolejnych samolotów (nowej generacji E-7), co wywołało spięcia senatorów z sekretarzem obrony Petem Hegsethem - przypomniał rozmówca PAP.
Boeing E-3 AWACS nie jest jedynym samolotem, o którego wycofanie zabiega Pentagon, próbując przełamać blokadę polityków z Kapitolu. Tak, US Air Force przez lata, tak naprawdę od 2000 roku stara się jak najszybciej wycofać samoloty A-10 (...) już do końca tej dekady ten samolot zostanie wycofany całkowicie za służby - wyjaśnił analityk. Jak zaznaczył, Kongres przez lata spowalniał ten proces.
Siły kosmiczne ważną częścią armii
A-10 jest maszyną wspierającą piechotę, dlatego jest bardzo lubiany zwłaszcza przez żołnierzy wojsk lądowych m.in. ze względu na jego wykorzystanie w licznych akcjach ewakuacyjnych - dodał ekspert. Zwrócił uwagę, że chociaż samolot zyskała miano kultowego i jest bohaterem licznych memów, do służby wszedł w latach 70. i jest bardzo wiekową konstrukcją.
Mimo starzejących się maszyn, zdaniem Tarocińskiego, US Air Force to wciąż najsilniejsze siły powietrzne świata. Mówiąc o trwającym konflikcie na Bliskim Wschodzie ekspert OSW zauważył, że "sama ilość wykonanych uderzeń w takim czasie przy tak relatywnie niewielkich siłach, które zostały tam przerzucone ze Stanów Zjednoczonych i Europy, jest po prostu imponująca". Nikt na świecie nie posiada takich zdolności logistycznych i planowania misji, aby dokonywać tak intensywnych nalotów, dysponując relatywnie tak niedużymi siłami - podsumował.
W raporcie opisany zostały także Korpus Piechoty Morskiej i Siły Kosmiczne. Ta pierwsza formacja przeszła w ostatnich latach transformację i została przystosowana do prowadzenia działań zwiadowczo-rozpoznawczych. Siły Kosmiczne są ważnym elementem armii, na który stawia obecna administracja, jednak - jak zaznaczył Tarociński - wiele inwestycji i projektów na obecną chwilę pozostaje jedynie teorią, nieprzekutą w praktyczne rozwiązania.
Najgorzej w zestawieniu wypada Marynarka Wojenna USA, która mierzy się z przestarzałymi okrętami. Ten rodzaj sił zbrojnych był przez lata niedoinwestowany, co odbiło się na amerykańskim przemyśle stoczniowym, przez co obecnym problemem nie jest brak marynarzy czy przestarzałe konstrukcje okrętów, ale brak zdolności przemysłowych do ich utrzymania - powiedział analityk OSW. Zauważył, że Stany Zjednoczone mają za mało stoczni, aby budować i naprawiać okręty na tyle szybko, żeby nie doprowadzić do zmniejszenia zdolności floty.