Posłom nie wolno do sali obrad wnosić laptopów, jeść, ani palić. Cały czas w parlamencie muszą poświęcić sprawom kraju. Gdzie parlamentarzyści mają tak ciężkie życie? W Bhutanie, w którym uznano, że gadżety będą tylko odrywać posłów od rządzenia.
Bhutan to młoda demokracja, ale zasady, które obowiązują w parlamencie przydałoby się przenieść do innych krajów. Władze uznały, że laptopy są posłom zbędne, bo będą na nich tylko grali albo surfowali po sieci, a nie pracowali. Dlatego ustanowiono kategoryczny zakaz wnoszenia do sali obrad komputerów.
Biedni parlamentarzyści nie mogą też jeść i palić w czasie posiedzeń. Jeśli któryś zostanie przyłapany w restauracji w czasie obrad, będzie ukarany. Cóż, Bhutan to taki dziwny kraj...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|