"Rozejm trwa" - twierdzi sekretarz generalny ONZ, Koffi Annan. Premier Ehud Olmert mówi, że - mimo zawieszenia broni - Izrael dopadnie szefów Hezbollahu, a w razie choćby drobnego złamania rozejmu izraelskie wojsko znów zaatakuje.
By do tego nie doszło, granicy libańsko-izraelskiej pilnować będą żołnierze ONZ. Ma im też pomóc 15 tys. regularnych żołnierzy libańskiej armii. Ich zadanie jest proste. Pilnować, żeby Hezbollah znów nie opanował południowego Libanu i nie odbudował swoich wyrzutni rakiet. Zanim jednak siły pokojowe trafią na granicę, Izrael zapowiedział, że nie wycofa wszystkich swoich wojsk.
Izraelczycy i Libańczycy cieszą się z końca bombardowań. Uchodźcy wracają z Syrii do zrujnowanych libańskich miast i próbują odbudować dorobek swego życia. Oczywiście obie strony uznały się za zwycięzców. Hezbollah twierdzi, że powstrzymał izraelską ofensywę, a Izraelczycy mówią, że przetrącili terrorystom kręgosłup.