Linie lotnicze British Airways domagają się pieniędzy za chaos na lotnisku Heathrow i w innych portach lotniczych. Szybko wprowadzone środki bezpieczeństwa zmusiły przewoźnika do odwołania 1100 lotów. W ślady BA chcą pójść kolejni przewoźnicy.
"Rozumiemy, że trzeba było zakazać ludziom wnoszenia bagażu na pokład, tylko dlaczego skończyło się to jednym wielkim chaosem?" - wścieka się szef linii, Willie Walsh. Oskarża władze lotnisk o to, że przez ich nieudolność linie straciły 40 mln funtów (ok. 2,5 mld zł).
Gdy tylko okazało się, że terroryści chcieli wysadzić samoloty, pasażerom zakazano wnosić na pokład bagaż. Musieli zostawić laptopy i telefony, a wszystkie kosmetyki i butelki z piciem wyrzucić. Spowodowało to chaos. Według Walsha, lotniska nie były przygotowane na taką sytuację, mimo że o zagrożeniu terrorystycznym mówi się nie od dziś. Dlatego wiele lotów odwołano, a setki było opóźnionych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|