Jeszcze nie ucichła wojna w Libanie, a izraelska prasa skoczyła do gardła szefowi sztabu, generałowi Danowi Halucowi. Okazało się, że kilka godzin po porwaniu żołnierzy, które spowodowało atak Izraela, Haluc sprzedał wszystkie swoje akcje. Dzięki temu zaoszczędził 30 tys. dolarów.
Gdy wojna wybuchła, indeksy giełdowe poleciały na łeb, na szyję. Generał sprzedał akcje przed załamaniem rynku. "To skandal!" - grzmią media i polityczni przeciwnicy generała. Chcą, by całą sprawą zainteresował się prokurator generalny. Domagają się natychmiastowej dymisji Haluca. Ten jednak nie widzi nic złego w swoim małym handelku. "Tylko idioci widzą związek między sprzedażą akcji a wywołaniem wojny. Przecież gdy sprzedawałem akcje, nikt nawet nie myślał o wojnie" - stwierdza wojskowy.
Ludzie wierzą jednak, że Haluc doskonale wiedział o zbliżającym się starciu i dlatego sprzedał swoje akcje. Chciał nie tylko pokonać wrogów Izraela, ale jeszcze trochę na tym zarobić.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|