"Panuje zamieszanie - meldował przez radio z niższych kondygnacji dowódca oddziału strażackiego Dennis Devlin. - Ze względu na katastrofę, jesteśmy poza zasięgiem telefonów komórkowych. Weźcie wszystkie dodatkowe krótkofalówki".
"Jesteśmy do dyspozycji do World Trade Center" - zgłaszał się porucznik Timothy Higgins. Później zginął na Manhattanie wraz z pięcioma innymi członkami swego oddziału. "Zastanawiałem się, czy moglibyście nas tam przerzucić" - mówił z Bronxu inny dowódca strażaków, Micheal Healey. On i jego oddział również ponieśli śmierć w wieżowcu.
W tym samym czasie kapitan Patrick Brown relacjonował zajścia wewnątrz budynków. Mówił o zbiegających po schodach ludziach, często poparzonych, podczas gdy strażacy wspinali się w kierunku ognia. Za chwilę inny ratownik podał, że zawalił się jeden z budynków. "Musieli tam wszyscy być. Musiały tam być tysiące ludzi. Jedna z wież właśnie na nich wszystkich się zawaliła" - informował.
W większości zarejestrowanych rozmów uczestniczyli strażacy i operatorzy. Głosy cywilów dzwoniących z budynku zostały wycięte ze względu na ochronę prywatności. Natomiast końcowy fragment rozmowy z Melissą Doi został odtworzony w kwietniu przed ławą przysięgłych w procesie jednego z organizatorów zamachów z 11 września, Zacariasa Moussaoui.
Pod koniec marca nowojorskie władze opublikowały 130 rozmów telefonicznych przeprowadzonych z osobami uwięzionymi wewnątrz WTC, zawierających jedynie głosy telefonistów i pracowników służb publicznych. Wypowiedzi zwracających się po pomoc zostały wycięte, bo - według prawników - zawierały one zbyt dużo emocji i nie powinno się ich publikować bez zgody bliskich.