Najważniejszy w lotnictwie jest pilot, więc po co go narażać na zestrzelenie - pomyśleli inżynierowie Lockheeda i zrobili zdalnie sterowany samolot. Pilot będzie sobie wygodnie siedział w bazie przed kokpitem i sterował maszyną odległą o kilkaset kilometrów. Będzie się czuł tak jak w symulatorze lotów. To także wyeliminuje stres za sterami, bo nie będzie się bał, że jeden błąd i zginie.
A dowódcy też wolą wydać 75 miliardów dolarów więcej - przez wprowadzenie zdalnego sterowania cały projekt podrożał z 201 do 276 miliardów dolarów - niż narażać swoich ludzi na śmierć czy niewolę.
Pilotom się to jednak nie podoba. Według nich, oni są po to szkoleni, by latać i walczyć, a siedzenie za wirtualnym kokpitem zabierze całą radość.