"To pierwszy morderca, który nie potrafi podać szczegółów zbrodni. Ba, miesza detale" - dziwi się Mark Fuhrman, były detektyw z wydziału zabójstw w Los Angeles, który pomagał tropić zabójcę dziewczynki. Okazuje się, że alibi Karrowi wystawiła jego była żona. "On nie mógł tego zrobić, bo gdy JonBenet zginęła był ze mną w Alabamie" - mówi Lara Knutson. Ba, same zeznania mordercy to stek zaprzeczających sobie nieścisłości. Opisuje jak porwał małą miss ze szkoły, tyle, że dziewczynkę porwano w Boże Narodzenia, a wtedy szkoła była zamknięta.

Opisuje też, że odurzył swą ofiarę narkotykami i zgwałcił, a zabił przez przypadek. Jednak jego zeznania obala raport z sekcji zwłok. Lekarze jasno powiedzieli, że JonBenet nie była zgwałcona, w jej krwi nie znaleziono narkotyków, a zginęła przez kilka brutalnych ciosów, które na pewno nie były przypadkowe.

Amerykańscy policjanci i prokuratorzy nie chcą na razie oficjalnie oceniać zeznań Karra, które trafiły do nich z Tajlandii. Boją się, że tajscy policjanci mogli mu podać narkotyki, by wymusić zeznania. Dlatego czekają, aż samolot z przestępcą wyląduje w USA by mogli go przesłuchać i dojść prawdy. Część z nich mówi jednak nieoficjalnie, że być może Karr chciał przypisać sobie tę zbrodnię, bo to zwykły mitoman.