Dla nowojorskiej policji nie jest ważne, dlaczego źle parkujesz. Przekonał się o tym ksiądz, który musi zapłacić 115 dolarów kary. Spiesząc się z ostatnią posługą do umierającej parafianki, nie czekał na wolne miejsce na parkingu szpitala. Ale mundurowi i tak byli bezduszni i wystawili mu mandat.
"Humanitarne podejście do prawa powinno zakazywać tak ostrej interpretacji przepisów. Przecież nie można odmówić umierającemu ostatniego namaszczenia, bo
ksiądz nie ma gdzie parkować" - denerwuje się kapłan.
Wielebny Cletus Forson, wezwany rozpaczliwym telefonem od parafianki, której matka była w agonii, pospieszył do szpitala. Ksiądz dostał mandat, bo zaparkował swój
samochód na parkingu dla karetek. Za szybą umieścił nawet pozwolenie na darmowe parkowanie. Takie pozwolenia miasto wydaje księżom, którzy jeżdżą do chorych w
szpitalach.
Nie pomogło pozwolenie ani nawet protesty władz Kościoła. Policja wykazała się w tym wypadku prawdziwą bezwzględnością w egzekwowaniu przepisów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl