Gdy mieszkańcy szwedzkiego Varberg usłyszeli wybuch w elektrowni atomowej, a potem zobaczyli słup ognia unoszący się nad jednym z reaktorów, myśleli, że nadeszła zagłada. Okazało się jednak, że ogień nie uszkodził reaktora.
Spaliły się dwa transformatory jednego z czterech reaktorów największej szwedzkiej elektrowni Ringhals. Jednak zabezpieczenia zadziałały i natychmiast wyłączyły reaktor. Inaczej wybuch skaziłby szwedzkie wybrzeże.
Straż pożarna walczyła przez dwie godziny z ogniem, by płomienie nie dotarły do radioaktywnego paliwa. Bo elektrownia mogła się zamienić w gigantyczną bombę atomową. Na szczęście dzielni ludzie wygrali z żywiołem.
Teraz reaktor stanie na kilka tygodni. Trzeba go nie tylko naprawić, ale też sprawdzić, dlaczego doszło do pożaru.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|