Aleksiej Michiejew ma 30 lat, od ośmiu lat porusza się wyłącznie na wózku. "Cały czas myślę, czy mogłem jeszcze trochę wytrzymać. Być może nie skończyoby się tak źle" – mówi DZIENNIKOWI. Michiejew był sierżantem rosyjskiej drogówki. Cała jego wina polegała na tym, że podwiózł poznaną w barze dziewczynę. Nastolatka nie wróciła do domu. Następnego dnia po Michiejewa przyjechali jego koledzy z wydziału śledczego. Przez dziewięć dni ćwiczyli jedno pytanie "Będziesz gadał?". "Najgorzej było, gdy podłączali mnie do prądu" – opowiada. "Mówili mi, że połknę własny język i że oczy wyjdą mi z orbit".
Po dziewięciu dniach nie wytrzymał – podpisał zeznanie, że to on zgwałcił i zabił dziewczynę. Było mało. "Gdzie zakopałeś ciało, sk..." – pytali śledczy. A na woltomierzu napięcie było coraz większe – ból nie do wytrzymania.
Raport Amnesty International nie pozostawia żadnych złudzeń "Rosja być może wygląda na zewnątrz jak normalny kraj, ale pod płaszczykiem gazowego mocarstwa, ukrywane są średniowieczne metody. Milicja i służby specjalne powiększają swoją skuteczność w zwalczaniu przestępczości w najprostszy możliwy sposób – bezceremonialnie torturując podejrzanych".
Co powoduje, że Rosja staje się ojczyzną średniowiecznych metod? Według Amnesty International to prosty efekt nieudolności milicji i jej niedofinansowania.