Do rządowej Agencji Ochrony Zdrowia zadzwoniły w ostatnich dniach blisko dwa tysiące osób, które bywały w miejscach odwiedzanych też przez rosyjskiego agenta.
Te miejsca to przede wszystkim japoński bar Itsu w samym sercu Londynu, dwa hotele i szpital, gdzie Aleksander Litwinienko spędził ostatnie dni życia. Ale w sumie detektywi prowadzący śledztwo w sprawie zamachu doliczyli się aż 12 takich miejsc; wszędzie znaleziono ślady napromieniowania i wszędzie w ostatnich tygodniach bywało mnóstwo ludzi.
"Dostaliśmy do tej pory 1707 telefonów od osób, które chcą się dowiedzieć, czy coś im grozi. Wszystkich uspokajamy, że ryzyko skażenia jest niewielkie" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik Agencji Ochrony Zdrowia. I dodaje, że polon 210 jest niebezpieczny jedynie wtedy, gdy dostanie się do organizmu człowieka, a konkretnie zostanie połknięty. "Naprawdę nie ma powodu do paniki" - uspokaja rzecznik.
Ale takie zapewnienia nikogo nie przekonują; nie na żarty zaniepokojeni są również pasażerowie, którzy w ostatnim miesiącu podróżowali samolotami linii British Airways. Kilka dni temu śledczy pracujący nad rozwikłaniem tajemnicy śmierci Litwinienki znaleźli ślady substancji radioaktywnych na pokładzie trzech maszyn latających na trasie Londyn - Moskwa. Pod uwagę wzięto 221 lotów, którymi podróżowały aż 33 tysiące pasażerów! Jeden z samolotów kursował także na trasie do Warszawy.