Nursułtan Nazarbajew oznajmił Lechowi Kaczyńskiemu, że jego kraj, owszem, weźmie udział w projekcie, ale pod jednym warunkiem: włączona zostanie do niego również Rosja.
Część ekspertów mówi, że nadzieje na namówienie Nazarbajewa do antyrosyjskiej wolty od początku skazane były na niepowodzenie. Co gorsza, Nazarbajew skutecznie wymigał się od udziału w proponowanym przez Lecha Kaczyńskiego i prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę regionalnego szczytu energetycznego.
Gdyby przywódca roponośnego kraju pojawił się na planowanym na maj spotkaniu przywódców Azerbejdżanu, Gruzji, Ukrainy i Polski, byłby to wyraźny akt jego nielojalności wobec Moskwy. "Rozmowy prezydentów nie mają sensu, jeśli eksperci nie opracują konkretnych planów i wyliczeń. Zawsze jestem gotowy do spotkania, ale najpierw fachowcy muszą przygotować projekt" - mówił Nazarbajew.
Nazarbajew nie wykluczył co prawda, że kazachska ropa popłynie przez Ukrainę do Gdańska, ale jego upór przy włączeniu do projektu Rosji był aż nadto widoczny. "Nie da się nowych dostaw przetransportować przez Kaukaz koleją. Dlatego muszą popłynąć przez Rosję, a przy tym powinna zostać zwiększona przepustowość rurociągu Tengiz-Noworosyjsk" - tłumaczył.