Nowoczesne centrum Bejrutu otaczają wąskie uliczki ciągnących się po horyzont starych osiedli i blokowisk, do których policja nie zagląda. Są idealnym schronieniem dla radykalnych islamistów. Pojawili się w Bejrucie rok temu, podczas konfliktu libańsko-izraelskiego. Najsilniejszą grupą w regionie jest Fatah al-Islam. W czasie wojny była ich prawie pełna brygada. To zbieranina z całego świata: trochę Saudyjczyków, trochę Persów, trochę Pakistańczyków.
Dziś, rok po wojnie, mogą nie niepokojeni planować zamachy i krok po kroku przejmować kontrolę nad stolicą Libanu. Gdy bojownicy OWP, dumni Palestyńczycy, zmusili ich do opuszczenia jednej dzielnicy, ci z al-Islam przenieśli się do następnej.
Jednak Palestyńczycy, w przeciwieństwie do armii Libanu, wolą negocjować i pozbyć się radykalnych islamistów wolniej, ale w bardziej dyplomatyczny sposób. Nie zależy im na otwartej walce. W końcu wszyscy wierzą w jednego Boga, a do tego wojna niepotrzebnie osłabiłaby OWP.
Trwa wojna o władzę nad Bejrutem. Bojownicy Organizacji Wyzwolenia Palestyny siedzą tam od ponad 30 lat i zdołali wypracować z władzami Libanu jako taki kompromis i zawieszenie broni. Teraz gdy terroryści z Fatah al-Islam chcą przejąć kontrolę nad Bejrutem, wspomagają wojsko libańskie w walce z zamachowcami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama