W wydanym w sobotę oświadczeniu afgańscy talibowie przekonują, że afgański żołnierz zastrzelił żołnierzy sił międzynarodowych w ich bazie, a następnie zbiegł, by przyłączyć się do rebeliantów. Według talibów zabici to Amerykanie oraz było ich trzech.

Reklama

NATO poinformowało, że siły koalicji i afgański rząd wspólnie sprawdzają, w jaki sposób w piątek wieczorem w regionie Sangin w niebezpiecznej, uznawanej za bastion talibów prowincji Helmand na południu kraju zginęło dwóch żołnierzy.

Żołnierze NATO mają wspólne bazy z żołnierzami Afgańskiej Armii Narodowej i wspólnie prowadzą patrole. Jak podkreśla agencja Associated Press bliska współpraca jest konieczna, by wesprzeć siły afgańskie, które prowadzą coraz więcej operacji, jednak sprawia, że żołnierze koalicji są bardziej narażeni na ataki dywersantów.

21 lipca sierżant afgańskiej armii wdał się w kłótnię na strzelnicy na północy Afganistanu i śmiertelnie postrzelił dwóch amerykańskich szkoleniowców, zanim sam został zabity. W wymianie ognia zginął inny afgański żołnierz. W ataku 13 lipca afgański żołnierz zabił na południu tego kraju trzech Brytyjczyków.

Z kolei w sierpniu załoga śmigłowca sił NATO przez pomyłkę zabiła trzech afgańskich policjantów, którzy wezwali wsparcie powietrzne.

Afgański rząd do 2014 roku chce przejąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju w ramach szerszej strategii, która zakłada również rozmowy z talibami. Szybka rekrutacja afgańskich sił bezpieczeństwa, które władze chcą zwiększyć do 300 tys. ludzi, rodzi obawy, że talibowie będą przemycali swoich zwolenników w ich szeregi.

Prezydent USA Barack Obama chce rozpocząć stopniowe zmniejszanie liczebności amerykańskich żołnierzy w Afganistanie od lipca 2011 roku. Również inni członkowie NATO zaczynają zastanawiać się, jak długo będą w stanie utrzymać swoje kontyngenty w ramach coraz mniej popularnej wojny.

Poziom przemocy w Afganistanie jest obecnie na najwyższym poziomie od czasu obalenia w 2001 roku reżimu talibów, pomimo rekordowej liczby 150 tys. żołnierzy sił międzynarodowych stacjonujących w tym kraju.

Reklama