Wszystko dzieje się za sprawą polskich agencji pośrednictwa pracy. Rekrutując pracowników oferują im wynagrodzenie poniżej holenderskiego minimum, za to zawyżają opłaty m.in. za ubezpieczenie i zakwaterowanie.

Reklama

Reportaż o Polakach pokazała telewizja NOS. Jej dziennikarka odwiedziła jedną z agencji w Opolu, wysyłając głównie pracownice do zbierania pieczarek. Po przejrzeniu kontraktów na jaw wyszły wszelkie braki w umowach: płace poniżej minimum ustawowego, słone opłaty za zorganizowanie podróży, ubezpieczenia, mieszkania i posiłków.

"Kontrakt był tylko po holendersku. Ja nie znam holenderskiego, tak naprawdę podpisywałam w ciemno, nie wiedząc, co podpisuję" – przyznała w rozmowie z reporterką jedna z zatrudnionych w ten sposób kobiet.

Wcześniej ta sama stacja przyjrzała się agencjom holenderskim. Skala naruszeń prawa pracy była podobna – choć Holendrzy starali się omijać własne prawo nieco inaczej: np. zawyżając opłaty za wynajem mieszkań, nie wypłacając dodatków urlopowych czy nakładając nielegalne grzywny.