"W rejon zdarzenia natychmiast wezwano śmigłowce ewakuacji medycznej Medevac. Po przetransportowaniu do polskiej bazy w Ghazni i dokonaniu kompleksowych badań okazało się, że żołnierze są tylko mocno poobijani" - podał w komunikacie mjr Głuszczak.

Reklama

>>> Dziennik.pl na Facebooku. Zobacz! Polub!

Polscy żołnierze wspierali operację Afgańskich Sił Bezpieczeństwa (ANSF) w dystrykcie Quarabagh, w południowej części prowincji Ghazni, której głównym celem było założenie stałego posterunku i zapewnienie swobody ruchu na drodze między dystryktami Quarabagh i Jaghori. Do ich zadań należało m.in. wsparcie dowodzenia, wsparcie lotnicze i bezpośrednie, a także zabezpieczenie ewakuacji medycznej.

Do ataku doszło w sobotę, ostatniego dnia operacji, gdy żołnierze powracali do bazy. Pod jednym z pojazdów eksplodował ładunek wybuchowy.

"Mieliśmy dużo szczęścia" - przyznał zastępca dowódcy zgrupowania bojowego Bravo mjr Grzegorz Kaliciak. "Pojazd przyjął całe uderzenie na siebie, ratując nam życie" - dodał st. sierż. sztab Bogdan Famulak.

Jak poinformował mjr Głuszczak, założone cele operacji, w której brali udział polscy żołnierze zostały osiągnięte. "Ponadto udało się wykryć 3 improwizowane ładunki wybuchowe IED (z ang. Improvised Explosive Device), schwytano 3 podejrzanych o działalność terrorystyczną, a kilku Talibów wyeliminowano" - dodał.