Tomasz Dziemianczuk z Gdańska od września przebywa w rosyjskim areszcie. Został zatrzymany po tym, gdy wraz z 29 innymi osobami protestował w pobliżu platformy naftowej Gazpromu, na Morzu Barentsa.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej początkowo zarzucał działaczom Greenpeace piractwo. Później zmienił kwalifikację czynu na chuligaństwo. Aby nie utrudniali śledztwa sąd w Murmańsku aresztował ich na 2 miesiące. Tydzień temu zostali przewiezieni do Petersburga. Początkowo sądzono, że zostaną wkrótce wypuszczeni na wolność, jednak Komitet Śledczy chce aby jeszcze 3 miesiące pozostawali za kratami.

Ich koledzy z Greenpeace mają wątpliwości czy rzeczywiście decyzje dotyczące tej sprawy zapadają w sądzie. Twierdzą, że to sprawa polityczna, ponieważ komuś zależy na przykładnym ukaraniu ekologów protestujących przeciwko wydobywaniu ropy w Arktyce. Wczoraj petersburski sąd rozpatrzył cztery wnioski o przedłużenie aresztu. Trójkę Rosjan zwolnił za kaucją. Obywatela Australii pozostawił za kratami do 24 lutego. Dziś zdecyduje o losach Polaka.