Wcześniej separatyści z DRL opanowali już lotnisko im. Siergieja Prokofjewa, które tuż przed Euro 2012 kosztem 7 mld hrywien (obecnie to równowartość 1,7 mld złotych) zmodernizował oligarcha Rinat Achmetow. 26 maja 2014 roku na teren lotniska 80 komandosów batalionu Wostok wpuścił zdrajca, oficer lokalnej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Po kilkunastu godzinach ukraiński desant odbił port. Od tej pory był to jedyny skrawek Doniecka pod kontrolą władz w Kijowie. I kość w gardle Rosjan i DRL.
Deerelowcy nie mogli uwierzyć, że ukraińska armia jest w stanie odpierać sunące niemal dzień w dzień ataki. Choć sami popełniali wiele błędów taktycznych, byli przekonani, że niedoinwestowanym Ukraińcom musi pomagać NATO, bo sami nie wytrzymaliby naporu. Rosyjski publicysta wojenny Michaił Polikarpow, przyjaciel dowodzącego przez pewien czas siłami DRL Igora Striełkowa, pisał w swojej książce, że na lotnisku w Doniecku muszą walczyć Polacy. Pojawiały się plotki o amerykańskich czołgach abrams.
O żadnych Polakach czy Amerykanach mowy być nie mogło. Obroną lotniska zajmowały się regularne siły ukraińskiej armii do spółki z Gwardią Narodową i nacjonalistycznymi ochotnikami z Sektora Prawicowego i pułku Azow. Pełne spektrum osobowości, zawodów, doświadczenia. Zawodowi żołnierze, naukowcy, bezrobotni i robotnicy. Osoby o umiarkowanych poglądach politycznych i prawicowi ekstremiści. Także ochotnicy z zagranicy, jak kapitan gruzińskiej armii Tamaz Suchiaszwili, który poległ 17 stycznia. Niektórzy służyli tu przez dłuższy czas, inni – to charakterystyczna cecha wojny na Ukrainie – przyjeżdżali tu na parę dni, na ile pozwalał im czas i inne obowiązki.
Wśród nich był między innymi Maksym Muzyka, prywatny przedsiębiorca, którego Majdan zmienił w aktywistę. Muzyka trafił na lotnisko, gdy jego część była już opanowana przez separatystów i Rosjan. Siły DRL kontrolowały już stary terminal, hangary i krok po kroku wchodziły na nowy terminal.
– pisał Muzyka.
– pisał jeden z „cyborgów” Ołeksandr Serhiejew. Nie wiadomo, ilu ludzi zginęło w walkach o lotnisko. Dane oficjalne z obu stron są kompletnie niewiarygodne. Na pewno zginęło o wiele więcej separatystów, ponieważ „cyborgi” zadawali ogromne straty podczas kolejnych szturmów na lotnisko, a bronić się jest łatwiej niż atakować. Być może liczba ofiar jest już czterocyfrowa.
Owszem, obrońców lotniska wspierała ukraińska artyleria. Do końca utrzymywano też szlak zaopatrzeniowy, drogę biegnącą przez wioskę Pisky.
Tędy przeprowadzano rotację żołnierzy, dowożono jedzenie i amunicję. Tędy wywożono rannych, w tym lidera Sektora Prawicowego Dmytra Jarosza. Odniesiona wczoraj rana postrzałowa mogła mu uratować życie. Dla Rosjan on i jego skrajnie prawicowa partia to ucieleśnienie zła absolutnego. Niewoli mógłby nie przeżyć.
Początkowo między drogą a terminalem zaopatrzenie docierało szlakiem wzdłuż płotu lotniska. Przez kilka ostatnich dni obrońcy korzystali już ze znacznie bardziej niebezpiecznego szlaku przez pas startowy.
Znakomity cel dla żołnierzy przeciwnika. W styczniu zresztą, zwłaszcza odkąd runęła kontrolowana przez Ukraińców wieża kontroli lotów, powoli stawało się jasne, że ruin portu lotniczego długo bronić się już nie da.
Kijów nie chciał się stąd wycofać, bo chodziło o symbol. Donbaski Stalingrad, choć o malejącym w miarę rosnących zniszczeń znaczeniu strategicznym.
– pocieszali się Ukraińcy, czyniąc z „cyborgów” bohaterów uderzających we wroga żartów.
głosił jeden z nich. – głosił kolejny.
– głosi dzisiejszy komunikat Rady Bezpieczeństwa Obrony Ukrainy.
Zdaniem autorów serwisu ConflictReport.info, ze znawstwem analizujących przebieg wojny w Donbasie, to ostatnie zdanie jest jednak wątpliwe.
Utrzymywanie żołnierzy na pasie startowym byłoby absurdalne, ponieważ wystawiałoby ich na łatwe ataki rosyjskich snajperów. Z celem mija się też utrzymywanie ruin wieży kontroli lotów – dowodzi blog.
Jeńcy, wbrew międzynarodowemu prawu wojennemu, zostali przeprowadzeni ulicami Doniecka w marszu hańby.
CZYTAJ WIĘCEJ: Separatyści w Doniecku urządzili Ukraińskim żołnierzom korytarz hańby >>>
Ludzie rzucali w nich butelkami i obrzucali wulgaryzmami. Оdbicie lotniska ma dla separatystów znaczenie czysto symboliczne. Lotnisko jest zrujnowane, nie da się go szybko odbudować. A gdyby nawet, należałoby odsunąć front o kolejne kilkanaście kilometrów, żeby pas startowy mógł zostać wykorzystany przez siły DRL.
Poza tym – przynajmniej na razie – separatyści nie dysponują własnym lotnictwem, jeśli nie liczyć kilku czechosłowackich samolotów szkoleniowych stacjonujących pod Ługańskiem.