Wiadomo już dokładnie, jak wyglądały ostatnie minuty lotu - prowadzący śledztwo odnaleźli czarną skrzynkę airbusa, na której jest zapis audio ostatnich trzydziestu minut lotu.
- mówi na konferencji prasowej prasowej w Marsylii francuski prokurator generalny Bruce Robin.
Mimo prób dostania się do kokpitu, kapitan nie był w stanie sforsować drzwi. Pasażerowie o tym, co dzieje się na pokładzie, dowiedzieli się w ostatniej chwili - długo nie było słychać krzyków.
- mówi także francuski śledczy.
Oddech drugiego pilota
Jak podkreślają francuscy śledczy, w kokpicie nie padło przed katastrofą ani jedno słowo. Słychać tylko oddech drugiego pilota - "był cały czas żywy", "należał do zdrowej osoby, a nie kogoś z zawałem serca" (i nie stracił świadomości, bo pokrętło do zmniejszenia wysokości trzeba obrócić 15 razy) - choć próbował się z nim skontaktować pracownik wieży kontroli lotów. Ten ostatni zwrócił się ponoć z prośbą do innych samolotów o nawiązanie kontaktu z airbusem.
Ze strony maszyny nie było nadal żadnej odpowiedzi. W końcu włączył się alarm sygnalizujący zbliżanie się do ziemii.
Na obecnym etapie nie ma mowy o ataku terrorystycznym, zapewniają też śledczy. I ujawniają dane personalne pilota - to Andreas Lubitz, Niemiec i jego wiek - miał 28 lat.
Pracował dla Germanwings dopiero od 2013 roku, a za sterami airbusa spędził 630 godzin. Był absolwentem szkoły Lufthansy w Bremie (do Germanwings przyszedł od razu ze szkoły).
Zdaniem prokuratorów, którzy prowadzą śledztwo, nie był znany jako członek żadnej organizacji terrorystycznej. Z natury bardzo spokojny i według jego otoczenia życzliwie nastawiony do świata.
W skały samolot uderzył z prędkością 700 km na godzinę.
CZYTAJ TEŻ: Airbus nie wysłał sygnału SOS. "Nie było kontaktu z załogą" >>>