Guy Verhofstadt, który jest przewodniczącym europarlamentarnej frakcji liberałów, na początku odwołał się do słów samego Alexisa Tsiprasa. - - punktował polityk. Dodał, że jest zły, ponieważ słyszał od greckiego premiera o reformach, ale nigdy nie widział żadnych konkretów.
Wykrzykiwał, że największe koszty grexitu, czyli wyjścia Grecji ze strefy euro i powrót do waluty narodowej, zapłacą greccy obywatele. - - podkreślał szef liberałów. Wyliczał, że potrzebna jest dokładna "mapa drogowa" i kalendarz wprowadzania zmian.
Verhofstadt wytknął Tsiprasowi, że kilka tygodni temu w ministerstwie edukacji zatrudniono 13 nowych dyrektorów, z czego 12 z partii Tsiprasa, Syrizy. - - punktował Belg. Wskazywał również inne potrzebne reformy, jak odchudzenie sektora publicznego - wiem, że to może być trudne dla polityka lewicowego, ale to trzeba zrobić - i przekształcenie publicznych banków w sektor prywatny. Postulował również skasowanie przywilejów żołnierzy, właścicieli statków i Kościoła prawosławnego.
Dodał, że Tsipras ma największy mandat społeczny, by takie reformy przeprowadzić, bo nie dość że wygrał wybory, to wygrał również referendum. I to daje mu szansę, by zapisać się w historii Grecji.
Alexis Tsipras słuchał wystąpienia Guya Verhofstadta z nieco zmieszaną miną. Tymczasem żywiołowe wypowiedzi polityka wzbudziły entuzjazm jego kolegów.