Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie F-16 mogą pojawić się nad syryjskim niebem. Polityczny błąd czy wsparcie koalicji?

16 lutego 2016, 06:43
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Polski F-16
Polski F-16/Shutterstock
Szef BBN mówi, że Polska gotowa jest wysłać samoloty F-16 nad Syrię. Nie brałyby one udziału w misjach bojowych, a tylko w rozpoznawczych. Część ekspertów twierdzi, że to tylko polityczny sygnał dla koalicji antyterrorystycznej. Inni z kolei mówią, że wysłanie naszych jastrzębi to poważny błąd, bo nie ma dobrego militarnego rozwiązania konfliktu w Syrii.

- zapowiedział wczoraj w radiowej Trójce Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - dodawał urzędnik. Poprosiliśmy go o uszczegółowienie swojego stanowiska, ale z jakichś sobie znanych powodów nie chciał.

O tym, że zaangażujemy się wojskowo w Syrii (chodziło o działania szkoleniowe bądź rozpoznawcze), mówił na ubiegłotygodniowym spotkaniu ministrów obrony narodowej w Brukseli minister obrony Antoni Macierewicz. W poniedziałek próbowaliśmy uzyskać oficjalny komentarz o naszej potencjalnej obecności na Bliskim Wschodzie od resortu obrony. Ale i MON nabrał wody w usta.

O tym, że nasze zaangażowanie militarne w tym rejonie świata się zwiększy, mówiło się w kuluarach już od jakiegoś czasu. Najbardziej prawdopodobne jest to, że samoloty stacjonowałyby w Turcji. Nad Syrią w misjach monitorujących mają latać polskie jastrzębie z tzw. zasobnikami rozpoznania obrazowego DB-110.

- wyjaśnia Jerzy Gruszczyński, były pilot wojskowy, obecnie redaktor naczelny "Lotnictwo Aviation International". Wiadomo, że obecność samolotów F-16 wymaga także obsługi naziemnej - przy czterech maszynach byłoby to prawdopodobnie 100–150 osób. - dodaje były wojskowy.

Zasobników DB-110 używa się do tego, by sprawdzać, co na danym terenie może się dziać już po nalotach czy innych działaniach militarnych - raczej nie służą one do działań rozpoznawczych, które mają zbierać informacje przed misjami. Szacunki mówią o tym, że na 48 polskich F-16 takich zasobników mamy... siedem. Jeśli cztery z nich wyślemy na Bliski Wschód, to radykalnie zmniejszy się nasza zdolność obserwowania własnych granic. Problemem może być także to, że mamy poważne niedobory, jeśli chodzi o liczbę techników i mechaników zajmujących się tymi maszynami. Ich oddelegowanie pogorszy nasze zdolności do bieżącej obsługi maszyn, które pozostają w kraju.

- stwierdza Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji Pułaskiego, think tanku specjalizującego się w kwestiach obronności. - dodaje ekspert. I zadaje pytanie, czy na pewno musieliśmy się zdecydować na takie kroki, by uzyskać wsparcie dotyczące naszych postulatów na wschodniej flance NATO.

Nieco inny punkt widzenia ma Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - wyjaśnia analityk. - tłumaczy ekspert.

Pamiętając o tym, że na razie nasze F-16 wciąż stacjonują w Polsce i jeszcze zanim gdziekolwiek się udadzą, miną co najmniej tygodnie, warto także spojrzeć na kolejną zagraniczną misję wojskową Polaków inaczej niż tylko przez pryzmat wzmacniania wschodniej flanki NATO, wielkiej geopolityki i pokazywania naszym sojusznikom solidarności. - wyjaśnia Piotr Balcerowicz, orientalista specjalizujący się m.in. w rejonie Bliskiego Wschodu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj