W informacjach i komentarzach kanclerz Merkel wielokrotnie nazywana jest "mistrzynią kompromisu", ale większość obserwatorów wątpi, czy uda się jej dobić do mety ostatniego, jak zapowiedziała, etapu.

"Stojąca na czele osłabionego rządu Angela Merkel pragnie wytrzymać jeszcze trzy lata, podczas gdy aż huczy od przewidywań o bliskiej eksplozji koalicji CDU/CSU-SPD" – pisze berliński korespondent dziennika "Le Figaro" Nicolas Barotte. Nie wyklucza jednak, że na krótką metę zapowiedź ustąpienia poprawiła pozycję kanclerz.

W poniedziałek Merkel ogłosiła, że nie będzie ubiegać się o reelekcję na stanowisko przewodniczącej CDU i że jej obecna kadencja na czele rządu jest już ostatnia.

W pierwszym publicznym wystąpieniu po słowach Merkel prezydent Francji wyraził uznanie dla "nadzwyczaj godnej" decyzji kanclerz. Położył nacisk na to, że "nigdy nie zapominała, jakie są wartości Europy oraz, że kieruje swym państwem z wielką odwagą".

Macron przyznał następnie, że wypowiada te słowa "w kontekście, który nie nakłania do spokoju", wskazując, że sukcesy skrajnie prawicowej, populistycznej i antyimigranckiej Alternetywy dla Niemiec (AfD) widzi "jako zjawisko europejskie, a nie wyłącznie niemieckie".

Według komentatora politycznego największego francuskiego dziennika "Ouest France" Patrice’a Moyona, który uczestniczył w jednym z programów radia France Info, "hołd Macrona brzmiał jak nekrolog".

Dziennik "Le Monde", podobnie jak inne media, za punkt zwrotny w sytuacji kanclerz uważa decyzję przyjęcia 890 tys. migrantów "uciekających przed wojną lub ubóstwem". "Mimo niepokoju opinii publicznej obiecała ich integrację i opiekę nad nimi. >Damy radę< zapewniała w szczytowym momencie kryzysu uchodźczego" – przypomina gazeta. I ocenia, że "ta historyczna decyzja, podjęta bez konsultacji z partnerami europejskimi, powoduje podziały w łonie UE i poróżniła Niemców między sobą".

- Europa Macrona ma ołów w skrzydłach - powiedziała we wtorek rano komentatorka radia RTL Alba Ventura. Jej zdaniem "Macron nie musiał czekać na ostatnie wybory w Niemczech, by zdać sobie sprawę z wielkiego osłabienia Merkel i jej nieobecności na scenie europejskiej". - Czym innym jest jednak posiadanie sojusznika, nawet słabego, niż pozostanie bez żadnego sojusznika. (...) Innymi słowy, tak drogi prezydentowi Francji wielki projekt solidarności europejskiej ma ołów w skrzydłach - oceniła publicystka radia RTL.

Wcześniej na antenie tej rozgłośni Olivier Mazerolle uznał "osłabienie Merkel i wynikający stąd kryzys polityczny", za "bardzo złe wieści dla Macrona". A to dlatego, że prezydent Francji pożegnać się musi z nadzieją na "zdynamizowanie UE, będące rdzeniem jego polityki".

Zdaniem komentatora francuski prezydent od początku za bardzo stawiał na Angelę Merkel, której "wszystkie decyzje podporządkowane były jednemu celowi: pozostaniu przy władzy". - Popierała posunięcia mające wzmocnić zwartość Europy pod warunkiem, że jej nie zagrażały. A teraz, gdy jej celem jest przetrwanie aż do 2021 r., jeszcze mniej będzie skłonna do podejmowania ryzyka - wyjaśnił Mazerolle.

Prof. Sorbony, germanistka i historyk Helene Miard-Delacroix powiedziała w radiu France Culture, że "zaskakująca wszystkich zapowiedź kanclerz była doskonałym posunięciem taktycznym". - Nie jest jednak pewne, że pozwoli jej pozostać na stanowisku. A nawet jeśli, to bardzo osłabnie głos Berlina w polityce międzynarodowej - oceniła.

Natomiast według komentatora tygodnika "Valeurs Actuelles" Francois d’Orcivala sprawa nie ogranicza się do Niemiec. - To symptom niestabilności politycznej w Europie – wskazał dziennikarz w wieczornej debacie radia France Info.