Międzynarodowa grupa śledczych badająca katastrofę, w której zginęło 298 osób, oceniła w opublikowanym w czwartek oświadczeniu, że prorosyjscy separatyści w tzw. Donieckiej Republice Ludowej (DRL), którzy mieli wystrzelić pocisk, byli w bliższym kontakcie z władzami w Moskwie, niż wcześniej zakładano.

Reklama

Z niedawnych analiz zeznań świadków i innych informacji wynika, że rosyjski wpływ na DRL znacznie wykraczał poza wsparcie militarne, i powiązania między rosyjskimi przedstawicielami władz i liderami DRL wydają się bliższe - podkreślili śledczy. Dodano, że kontakty między Rosją i separatystami zintensyfikowały się w pierwszej połowie lipca 2014 r.

Seria przechwyconych rozmów telefonicznych została zamieszczona na stronie internetowej grupy śledczych. Zaapelowano o zgłaszanie się kolejnych świadków.

Te numery były wykorzystywane na co dzień, by omawiać administracyjne, finansowe i wojskowe sprawy w DRL. Grupa śledczych chce wiedzieć, kto korzystał z tych numerów - dodano. Rozmawiano z przedstawicielami władz w Moskwie, przy granicy z Ukrainą i na Krymie; komunikacja odbywała się głównie za pośrednictwem zabezpieczonych telefonów, dostarczonych przez rosyjskie służby bezpieczeństwa - dodano.

Rzeczniczka śledczych powiedziała Radiu Swoboda, że grupa otrzymała nagrania od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

W oświadczeniu wymieniono szefa władz Krymu Siergieja Aksionowa i doradcę prezydenta Rosji Władimira Putina - Władisława Surkowa. Przedstawiciele rosyjskich władz mieli kontakt z Aleksandrem Borodajem, który ogłosił się premierem DRL, i Igorem Girkinem, byłym pułkownikiem FSB i byłym ministrem obrony DRL - wskazano.

Wskazówki świadczące o bliskich powiązaniach między liderami DRL i przedstawicielem rosyjskich władz rodzą pytania o ich potencjalne zaangażowanie w rozlokowanie pocisku, którym 17 lipca 2014 r. zestrzelono MH17 - napisali śledczy.

Reklama

Ministerstwo spraw zagranicznych Rosji w czwartek podkreśliło, że autentyczność nagrań nie została potwierdzona. Publikacja jakichś materiałów, których część od razu okazuje się fałszywką, których część nie jest potwierdzona - już nie raz przez to przechodziliśmy - powiedziała rzeczniczka resortu Maria Zacharowa powiedziała na konferencji prasowej.

Lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur 17 lipca 2014 roku malezyjski boeing z 298 osobami na pokładzie został zestrzelony przez system rakietowy Buk z rejonu wschodniej Ukrainy kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów. Według śledczych wyrzutnia rakietowa pochodziła z rosyjskiej jednostki wojskowej w Kursku.

W czerwcu prowadzony przez Holendrów zespół śledczych poinformował, że zarzut zabójstwa w związku z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu zostanie postawiony czterem osobom - trzem Rosjanom i Ukraińcowi. Ich proces ma się rozpocząć w Holandii w marcu 2020 roku, jednak najprawdopodobniej wszyscy będą sądzeni zaocznie, gdyż Rosja i Ukraina zakazują ekstradycji swoich obywateli.