O olbrzymim szczęściu może mówić załoga prywatnego helikoptera, który rozbił się w południowej Norwegii. Maszyna spadła wprost na cysternę wypełnioną benzyną. Cudem nie doszło do eksplozji. Nikt też nie ucierpiał.
Trzyosobowy, niewielki śmigłowiec odbywał lot w okolicach miasteczka Rudskogen w południowo-wschodniej Norwegii. Załoga miała wykonać zdjęcia dużego placu budowy.
W pewnym momencie pilot zgłosił awarię silnika i zdecydował o awaryjnym lądowaniu. Lądując, stracił panowanie nad maszyną i uderzył w zaparkowaną przy drodze cysternę z benzyną.
Tylko cud sprawił, że nikt nie zginął. Pilot śmigłowca i jego dwóch pasażerów wyszło z wypadku jedynie z drobnymi zadrapaniami. W ciężarówce nikogo nie było.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane