Dziennik Gazeta Prawana logo

Francuzi powtarzają za prezydentem, że są na wojnie, ale mają problem z przestrzeganiem obostrzeń

22 marca 2020, 09:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Moulin Rouge i pusty plac Pigalle
<p>Moulin Rouge i pusty plac Pigalle</p>/PAP/EPA
Rozluźnieni i zadowoleni z życia Francuzi nagle zostali zamknięci w domach. Choć powtarzają za prezydentem, że są na wojnie, to mają problem z przestrzeganiem oficjalnych obostrzeń.

Jeszcze kilka dni temu restauracje i kawiarnie były pełne ludzi, w parkach jak zawsze urządzano pikniki, a centrom handlowym nie brakowało klientów. Prezydent apelował o udział w wyborach samorządowych. Epidemia, która dyskretnie rozwijała się od stycznia, pozostawała nieobecna w świadomości obywateli do połowy marca.

Gdy Polska zamykała granice, ulice Warszawy opustoszały, a zdyscyplinowani mieszkańcy niemal obsesyjnie zaczęli przestrzegać bezpiecznego dystansu, stojąc w kolejce do piekarni, Francuzi wciąż w najlepsze cieszyli się życiem. Mimo że w czasie, gdy u nas liczba zarażonych COVID-19 oficjalnie wynosiła kilkanaście osób, nad Sekwaną epidemia dosięgnęła już ponad 5 tys. obywateli. Dlaczego?

Pytam o to prof. Luca Roubana, politologa z Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS) i paryskiego Science. Po krótkim namyśle mówi, że Francuzi mają silne poczucie wolności. – – odpowiadam. tłumaczy prof. Rouban. I dodaje, że problemem zarówno Francji, jak i całej zachodniej Europy są legitymizacja i społeczne zaufanie do władz.

Francuskie media, podając alarmujące dane na temat rosnącej liczby zakażonych koronawirusem w kraju, zaczęły rozpisywać się właśnie o „civisme” – terminie, który nie ma swojego wiernego odpowiednika w języku polskim. Zdaniem wielu komentatorów wynikająca z niego postawa jest winna temu, że mieszkańcy nie przestrzegają zaleceń władz dotyczących bezpieczeństwa i higieny.

Tuż przed wejściem w życie dekretu władz o zamknięciu lokali i placówek, które nie są niezbędne do funkcjonowania państwa, tłumy młodzieży przesiadywały w knajpach, całując się i pijąc wino ze wspólnych kieliszków. „Jesteśmy nieśmiertelni, młodzi i chcemy cieszyć się życiem” – mówili, opuszczając paryskie kawiarnie artystycznej dzielnicy Marais o północy, gdy zaczął obowiązywać dekret o zamknięciu restauracji.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DGP">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj