Tadić zażądał od ONZ, by uznała nieważność ogłoszonej w niedzielę proklamacji niepodległości Kosowa, wchodzącego do tej pory w skład terytorium Serbii.
Do żądań serbskiego prezydenta przyłączyła się Rosja, tradycyjny sojusznik Serbii i zarazem jeden z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa, dysponujący prawem weta w tym wysokim gremium. Jej ambasador przy ONZ Witalij Czurkin oświadczył, że deklaracja niepodległości Kosowa stanowi "rażące pogwałcenie norm i zasad prawa międzynarodowego"
Tadić ostrzegł, że precedens ten wyrządzi niepowetowane szkody porządkowi międzynarodowemu. "Jeśli przymkniecie oczy na ten akt bezprawia, kto zagwarantuje wam, że poszczególne części waszych własnych krajów nie ogłoszą niepodległości w taki sam bezprawny sposób" - powiedział prezydent na forum Rady.
Kiedy Tadić występował w Nowym Jorku, w stolicy Serbii Belgradzie na nadzwyczajnej sesji obradował serbski parlament, który w specjalnej uchwale jednomyślnie "anulował" niedzielną proklamację niepodległości Kosowa.
Serbski parlament podkreślił również, że proklamacja ta narusza integralność terytorialną i suwerenność Serbii. Belgrad zapowiedział, że odwoła ambasadorów z tych państw, które uznają niepodległość Kosowa. Już nakazano posłom w USA, Francji i Turcji powrót do kraju.