"Przecież ona nie jest twoja” – plakat z takim hasłem nieśli młodzi ludzie w centrum Mińska. Chodzi im o Białoruś. Jest nasza! – mówią.

Reklama

To nawiązanie do słów prezydenta Alaksandra Łukaszenki, który zapowiedział, że „Białoruś jest nasza, ukochana, a ukochanej się nie oddaje”.

Onkolodzy Białorusi mieli z kolei transparent z napisem: "Raka należy usunąć”. Co do tego, co mają na myśli, nikt tu nie ma wątpliwości. "Odejdź! Odejdź” i "Niech żyje Białoruś!” – rozbrzmiewało na całe centrum Mińska.

"Marsz Nowej Białorusi" miał te same postulaty, co rekordowy kilkusettysięczny protest w Mińsku w ubiegłą niedzielę – uwolnienie więźniów politycznych i wszystkich zatrzymanych w czasie protestów, dymisja prezydenta Łukaszenki, przeprowadzenie nowych wyborów.

Milicja wielokrotnie wzywała uczestników do rozejścia się, tłumacząc, że akcja jest nielegalna, jednak tłum reagował na te apele gwizdami.

Centrum miasta zostało otoczone przez dziesiątki ciężarówek przewożących siły OMON i wojska wewnętrzne. Na obrzeżach placu Niepodległości rozmieszczono również armatki wodne i samochody ze zwojami drutu kolczastego.

Przed rozpoczęciem demonstracji MSW skierowało do obywateli komunikat z apelem, by nie uczestniczyli w masowych akcjach. Komendant stołecznej milicji przekazał, że posiada informacje o przygotowywanych prowokacjach.

Z komunikatem wystąpiło także ministerstwo obrony. Resort oświadczył, że biało-czerwono-białe flagi to symbol kolaborantów z okresu II wojny światowej.

Nie możemy patrzeć spokojnie, jak pod flagami, pod którymi faszyści organizowali masowe mordy Białorusinów, Rosjan, Żydów, innych narodowości, dzisiaj organizowane są akcje w tych świętych miejscach (miejscach pamięci z okresu II wojny światowej – red). Nie możemy do tego dopuścić! – oświadczono w komunikacie resortu obrony.

W przypadku naruszenia porządku i spokoju w tych miejscach – będziecie mieć do czynienia nie z milicją, lecz z armią – napisano.