MORDECHAJ KEDAR*: Dopóki Hamas nie przestanie do nas strzelać, dopóty będziemy się bronić. Ich możliwości ostrzeliwania Izraela rakietami już się zmniejszyły. Mam nadzieję, że zmniejszy
się również ich zapał do zabijania Izraelczyków.
Wahaliśmy się, czy rozpocząć tę operację. Nie chcieliśmy rozlewu krwi. Zdecydowaliśmy się, by uderzyć po tym, jak pierwsza rakieta spadła na terytorium Izraela. Jak pan sądzi: czy Polska
byłaby spokojna, gdyby choć jedna rakieta spadła na wasz kraj?
Z powietrza można atakować duże cele. Ale składy amunicji i samych ludzi już nie. Nie można wykluczyć operacji lądowej.
Hamas nie umie zarządzać państwem. Zamiast dbać o ludność kupują rakiety, żeby walczyć z Izraelem. Z Hamasem nie da się rozmawiać. Trzeba ich zmusić, żeby siedzieli cicho. Niech pilnują
swojego nosa i zostawią nas w spokoju. Niech będą cicho, to dostaną żywność, elektryczność i wodę. Nieważne, kto będzie rządził Strefą Gazy. My chcemy pokoju. Ale to jest Bliski
Wschód, tu nie można wiele oczekiwać. Pokój nie oznacza tego, co jest między Niemcami a Polską. Pokój na Bliskim Wschodzie oznacza tyle, że nikt do siebie nie strzela. W Europie myślicie,
jak żyć. Na Bliskim Wschodzie ludzie myślą, jak nie zginąć.
Palestyńczycy chcą żyć. Nie chcą umierać. Kiedy zrozumieją, że są w niebezpieczeństwie, to się uspokoją. Liderzy Hamasu wysyłają innych na śmierć. Ale sami nie lubią żyć w poczuciu
zagrożenia. Każde społeczeństwo ma granicę cierpień, które może wytrzymać. Jeśli będzie gorzej, Hamas straci poparcie i władzę.
* Mordechaj Kedar: emerytowany oficer izraelskiego wywiadu wojskowego AMAN. Dziś analityk do spraw Bliskiego Wschodu