Jak twierdzi Friedman, prezydent USA Joe Biden i jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan odbyli serię trudnych rozmów z przedstawicielami chińskich władz. Biden miał przy tym zagrozić przywódcy ChRL Xi Jinpingowi, że materialne wsparcie Pekinu dla Moskwy wiązałoby się z ryzykiem utraty dostępu do amerykańskiego i europejskiego rynku.

Reklama

Chiny odpowiedziały nie dostarczając pomocy wojskowej (Władimirowi) Putinowi - pisze publicysta, powołując się na przedstawicieli administracji USA. Jak dodaje Friedman, w związku z tą sytuacją czas na wizytę szefowej Izby Reprezentantów na Tajwanie, wbrew groźbom ChRL i wbrew woli Bidena, "nie mógł być gorszy".

Friedman stwierdził też, że według oficjeli prezydent Rosji jest gotowy do użycia "małej" broni jądrowej przeciwko Ukrainie jeśli "zobaczy, że jego armia mierzy się z pewną porażką".

Krótko mówiąc, ta wojna na Ukrainie jest bardzo niezakończona, bardzo niestabilna, bardzo nie bez groźnych niespodzianek, które mogą wyskoczyć każdego dnia. A mimo to w środku tego wszystkiego będziemy ryzykować konflikt z Chinami wokół Tajwanu, sprowokowany przez arbitralną i frywolną wizytę spikerki Izby? - pyta publicysta. Dodaje, że podstawowa zasada geopolityki to nie prowokować "wojny na dwa fronty z dwoma innymi supermocarstwami w tym samym czasie".

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński