Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił w środę częściową mobilizację, która ma rozpocząć się jeszcze tego dnia i objąć rezerwistów, czyli osoby, które już odbyły służbę wojskową, ale przed wysłaniem na front mają przejść dodatkowe szkolenie. Według ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu mobilizacja obejmie ok. 300 tys. osób.
Eskalacja także werbalna
- ocenił te decyzje Putina szef BBN w rozmowie w Polsat News. Według niego mamy teraz do czynienia z eskalacją "werbalną" w tym zwłaszcza dotycząca "bardzo nieokreślonego grożenia użyciem broni nuklearnej". Zdaniem Solocha "należy jednak traktować te groźby, jako bardzo mało prawdopodobne".
Szef BBN wskazał też na koincydencję mobilizacji rezerwistów z referendami, które Rosjanie planują na na okupowanych terytoriach. Soloch zaznaczył, że takie działania mają "potwierdzić co najmniej stan posiadania Rosji na terenach okupowanych".
"Rosyjski bardak" i panika
- powiedział. W dalszej części rozmowy Soloch ocenił, że obecnie w Rosji panuje "rosyjski bardak (bałagan)" oraz zamieszanie; pojawiają się też przejawy paniki w społeczeństwie rosyjskim, widocznej m.in. w mediach społecznościowych.
Pytany, czy mobilizacja może przyczynić się do jakiejś zmiany sytuacji na froncie na korzyść Rosji, ocenił, że "nie natychmiast". - powiedział.
Dlatego, jak dodał, sytuacja na froncie nie zmieni się w "najbliższych tygodniach", natomiast w dłuższej perspektywie czasowej, jest to sprawa "do dyskusji, na ile ta mobilizacja w sensie wojskowym okaże się skuteczna". - podkreślił.
Sygnał dla Zachodu i Polski
Szef BBN podkreślił, że decyzje Putina są także sygnałem dla Zachodu i dla Polski. - zaznaczył.
Pytany, czy prezydent Andrzej Duda i jego kancelaria będą się starać się o decyzje w tej sprawie "w trybie ekstraordynaryjnym", Soloch poinformował, że należałoby poczekać na powrót prezydenta z Nowego Jorku. - zapewniał.
Szef BBN był też pytany, czy jego zdaniem mobilizacja w Rosji może oznaczać wzrost zagrożenia dla Polski, zaprzeczył. - przekonywał.
"Branka" w obwodzie królewieckim
Pytany o ewentualne zmiany przepisów przez polskie władze, choćby w związku z sąsiedztwem obwodu królewieckiego, gdzie także będzie prowadzona "branka", zwrócił uwagę, że kraje bałtyckie nie będą przyjmowały żadnych Rosjan, m.in. ze względu na groźbę działań hybrydowych czy "prowokacji, gdy pod płaszczykiem dezercji (Rosjanie) dywersanci mogą przenikać do tych krajów". - powiedział.
Dopytywany, czy to może oznaczać, że Polska teraz "nie wyjdzie przed szereg" i nie zmieni przepisów (np. w zakresie dodatkowej ochrony granic - PAP), Soloch odparł, że na tę chwilę tak to wygląda. Ale - jak przyznał - "sytuacja jest bardzo dynamiczna". - powiedział.