Skandal na stadionie w Rostoku
Delikatnie mówiąc fani obu zespołów od lat nie pałają do siebie sympatią. Dlatego ich sobotni pojedynek w ramach ligowych rozgrywek 3. Bundesligi był meczem podwyższonego ryzyka. Jednak nawet wzmożone środki ostrożności nie zapobiegły skandalicznym wydarzeniom do jakich doszło na trybunach stadionu w Rostoku.
Niebezpieczne przedmioty latały nad głowami kibiców
Kibice Hansy ostrzelali środkami pirotechnicznymi sektor zajmowany przez fanów Dynama. Ci nie byli im dłużni. W efekcie nad głowami kibiców latały nie tylko race i fajerwerki, ale również kamienie oraz inne niebezpieczne przedmioty.
Interwencja policji jeszcze bardziej rozwścieczyła kibiców
Widząc co się dzieje organizatorzy meczu poprosili o pomoc policję. Gdy funkcjonariusze pojawili się na trybunach w strefie buforowej rozdzielających zwaśnione strony, to jeszcze bardziej rozsierdziło kiboli obu drużyn, którzy z jeszcze większym natężeniem zaczęli używać zakazanych środków.
Niemcy w szoku po zajściach w Rostoku
W wyniku zamieszek ucierpiało 51 osób - 13 policjantów, pięciu pracowników stadionu i 33 kibiców. Mecz mimo, że był przerywany udało się dokończyć. Hansa wygrała 1:0, ale po ostatnim gwizdku sędziego nikt nie rozmawia o wyniku. Sport zszedł na dalszy plan. Niemieckie media i opinia publiczna są zbulwersowane i nie mogą uwierzyć w to, co się stało na stadionie w Rostoku. Sprawą zajmuje się policja.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.