Osobiście nigdy nie wierzyłem, że zagranica nam pomoże, bo uratowanie topiących się leży wyłącznie w ich własnych rękach. A to że Amerykanie publicznie rezygnują z obserwowania sytuacji w Rosji dla opozycji tak naprawdę nic nie znaczy. Jak walczyliśmy, tak i będziemy walczyć nadal.
Utrzymujemy z administracją Baracka Obamy – w tym zwłaszcza z McFallem – normalne relacje. Przy okazji jego wizyty w Moskwie spotkaliśmy się z nim i sami mu otwarcie powiedzieliśmy: „Przyjaciele, za naszą wolność musimy walczyć sami. A jeśli nie jesteście gotowi nam w tym pomóc, nie będziemy płakać”. I takie jest też moje stanowisko.
Putin oceni to z pewnością jako oznakę słabości Obamy. On tak traktuje wszelkie kompromisy. Natomiast, czy w związku z tym będziemy mieli trudniej, to się okaże. A nasze możliwości działania można było ocenić w poniedziałek, gdy kilkudziesięciu opozycjonistów zostało zatrzymanych w czasie manifestacji przeciwko manipulacjom w niedzielnych wyborach lokalnych.
Po prostu chcą wypróbować także takie podejście wobec Rosji. Rozmawiałem z McFallem, takie stanowisko nie jest podyktowane ich poparciem czy brakiem poparcia dla opozycji. Moim zdaniem to po prostu demonstracja słabości. To wszystko.
Amerykanie na to liczą, ale ustępstw nie będzie. Będzie jeszcze większy nacisk na USA.
*Borys Niemcow, polityk antykremlowskiej Solidarności, wicepremier Rosji w latach 1997 – 1998