Obrońca tłumaczy, że decyzja o pokazaniu nagrania, które jest przecież materiałem procesowym, nie była łatwa. Ale jego zdaniem, będzie to gwarancja, że . Prawnik boi się, że w innym wypadku sprawa zostałaby zamieciona pod dywan.
Milicjant broni się bowiem, że , a do jego pierwszej ofiary, kierowcy. Twierdzi też, że tragedia była wynikiem kłótni, która wywiązała się między nim a mężczyzną. Oskarżony przekonuje, że . Dlatego musiał mu ja odebrać i użyć w obronie własnej.
Zdaniem adwokata, w utrzymaniu tej wersji oskarżonemu , którzy badali odciski palców. Okazało się bowiem, że na broni, z której strzelano w supermarkecie, nie ma żadnych śladów.
O tym, że było zupełnie inaczej, świadczy ujawnione w moskiewskim supermarkecie "Ostrow", w którym wydarzyła się tragedia. Widać na nim wyraźnie milicjanta, który m.in. . Kobiecie udaje się jednak wyswobodzić i uciec. Ta wizyta milicjanta skończyła się jednak
p
Jak się okazuje, takich wizyt było więcej. Pracownicy sklepu relacjonują, że mundurowy często przychodził, pakował koszyk do pełna, po czym . Gdy ktoś z personelu zaczepiał go i kazał płacić, milicjant zaczynał wymachiwać bronią.
Biegli psychiatrzy stwierdzili, że w chwili morderstwa milicjant . Był też kompletnie pijany. Za morderstwo grozi mu dożywocie.