Odkrycia dokonano podczas prowadzonych przez nas prac eksploracyjnych związanych z działaniami z końcowego okresu II wojny światowej. W połowie marca natrafiliśmy na szczątki żołnierza niemieckiego, przy których ujawniono nietypowy element – różaniec umieszczony w ustach zmarłego – powiedział PAP Stanisław Zachariasz z Fundacji Latebra.
Różaniec z krzyżykiem
Fundacja zajmuje się legalnymi poszukiwaniami reliktów historii. Takie działania prowadzone były na terenie Wyspy Sobieszewskiej (dzielnicy Gdańska), która – jak przypomniał Zachariasz – była świadkiem wydarzeń końca II wojny światowej, w tym ewakuacji ludności cywilnej i wojskowej w ramach operacji "Hannibal"”.
Pozostałości szkieletu znajdowały się na głębokości typowej dla improwizowanych pochówków wojennych z lat 1944–1945. Ze względu na charakter miejsca nie podajemy dokładnej lokalizacji – zaznaczył. Dodał, że na różaniec z krzyżykiem wykonany z drobnych szklanych paciorków, umieszczony w szczęce zmarłego, natrafiła antropolog sądowa Anna Słomska, która przeprowadziła wstępną analizę materiału kostnego.
"Niezwykle poruszające znalezisko"
W bezpośrednim sąsiedztwie odnaleziono również nieśmiertelnik, który umożliwia identyfikację żołnierza. Na jego podstawie ustalono, że należał on do jednostki Infanteriegeschütz-Ersatz-Kompanie (prawdopodobnie 29). Numer identyfikacyjny: 2469, grupa krwi: A. Jednostki tego typu stanowiły zaplecze dla piechoty, obsługując lekkie działa wykorzystywane bezpośrednio na linii walk – wyjaśnił Zachariasz.
Antropolog kultury dr Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz z Uniwersytetu Gdańskiego powiedziała PAP, że jest to "niezwykle poruszające znalezisko". Zaznaczyła, że wcześniej nie spotkała się z taką praktyką pochówkową. Jej zdaniem jest to klasyczny przypadek "mikrohistorii"”. Różaniec w ustach zmarłego nie stanowił standardowego elementu pochówku, mógł być osobistym manifestem wiary – albo samego poległego, albo osoby, która go grzebała – stwierdziła.
"Tragiczny zapis ostatniej chwili życia"
Podkreśliła, że kluczowe dla wyjaśnienia sprawy jest ustalenie, w jakich okolicznościach różaniec znalazł się w ustach zmarłego. Należałoby ustalić, czy był to świadomy gest osoby grzebiącej ciało – rodzaj pośmiertnego rytuału – czy też tragiczny zapis ostatniej chwili życia. Być może to efekt gwałtownego skurczu mięśni w momencie konania, a może wyraz ogromnego lęku, który sprawił, że żołnierz w stresie trzymał przedmiot kultu w ustach jako ostatnią formę pocieszenia – powiedziała.
Dodała, że jeśli gest został wykonany świadomie, wykracza poza standardowe procedury pochówkowe w doktrynie katolickiej, gdzie różaniec zazwyczaj splata się w dłoniach zmarłego. W tym przypadku mamy do czynienia z indywidualną praktyką religijną, którą można interpretować na kilku poziomach. Można też szukać analogii – wkładanie przedmiotów do ust zmarłych było spotykane w różnych praktykach pogrzebowych – zaznaczyła.
Różaniec pełnił funkcję talizmanu
Zwróciła uwagę, że dla wielu walczących różaniec pełnił funkcję talizmanu, będąc źródłem pocieszenia i nadziei na ochronę boską. Literatura religijna często przywołuje motyw różańca jako tarczy chroniącej nie tylko duszę, ale i ciało. Umieszczenie go w szczęce mogło być próbą „uzbrojenia” zmarłego na spotkanie z Bogiem. W tym sensie gest ten przywołuje na myśl wiatyk. Różaniec – poświęcony przedmiot włożony do ust – byłby niejako zastępstwem tego sakramentu w ekstremalnych warunkach frontowych, gdzie brakowało księdza i hostii – oceniła.
Podkreśliła również, że w dawnych wierzeniach ludowych usta postrzegano jako „bramę”, przez którą dusza opuszcza ciało, ale którą mogą przenikać też siły nieczyste. W tym kontekście różaniec mógł pełnić funkcję ochronną. Na Pomorzu silnie zakorzenione były wierzenia, że dusza osoby zmarłej gwałtownie może mieć trudności z odejściem. Z tej perspektywy poświęcony różaniec mógł pełnić funkcję "antywampiryczną", zapobiegając powrotowi zmarłego jako "żywego trupa" – na Kaszubach zwanego "wieszczym" – powiedziała.
Przykład tzw. religii okopowej
Dodała, że w trakcie wojny w ustach zmarłych często umieszczano nieśmiertelniki. W armii niemieckiej istniała praktyka wkładania połowy przełamanej blaszki identyfikacyjnej do ust poległego. Miało to cel techniczny – kości czaszki chroniły metal przed zagubieniem i zniszczeniem, co ułatwiało identyfikację podczas późniejszej ekshumacji – wyjaśniła.
W tym przypadku różaniec nie jest jednak przedmiotem administracyjnym, lecz osobistym i symbolicznym. To „duchowy nieśmiertelnik”, który zamiast numeru jednostki niesie prośbę o zbawienie – oceniła. Jak dodała, znalezisko można rozpatrywać jako przykład tzw. religii okopowej (trench religion). W piekle wojny, gdzie śmierć była masowa i odarta z godności, wiara stawała się skrajnie osobista – zaznaczyła.
Jej zdaniem istotny jest także wymiar etyczny. Fakt, że ktoś zadał sobie trud wykonania tego gestu, świadczy o przetrwaniu ludzkich odruchów. To próba przywrócenia żołnierzowi godności poprzez rytuał – choć nieco poza religią instytucjonalną – oraz nadania sensu bezsensownej śmierci – stwierdziła.