Andrzej Szewiński w reklamie namawia mieszkańców Częstochowy, by wybrali się na zakupy do sklepu przy ulicy Berka Joselewicza - pisze "Gazeta Wyborcza". Senator tłumaczy, że zdjęcia wykorzystano bez jego wiedzy, a jego umowa reklamowa ze sklepem już dawno wygasła.

Dlaczego zatem reklamy z senatorem Andrzejem Szewińskim wciąż namawiają do odwiedzenia sklepu? "Choćby po ilości włosów na mojej głowie widać, że zdjęcie zrobiono ładnych parę lat temu" - wyjaśnia parlamentarzysta Platformy. "Byłem wtedy jeszcze siatkarzem AZS-u i nawet mi się nie śniło, że zajmę się polityką. Gdy objąłem mandat senatorski, rozwiązałem umowę ze sklepem. Będę musiał porozmawiać z właścicielami, by nie wykorzystywali więcej tych zdjęć" - zapewnia.

Współwłaścicielka sklepu Katarzyna Wójcik twierdzi z kolei, że dostała zgodę senatora na wykorzystywanie jego wizerunku w reklamie do końca roku.

Członek sejmowej komisji etyki poselskiej, Franciszek Stefaniuk z PSL, sprawę komentuje krótko: "Parlament to nie rewia. Dobrze więc zrobił pan senator, że umowę zerwał. Zresztą z przyczyn formalnych także powinien to uczynić. Gdyby miał z tego powodu jakiekolwiek dochody, powinien je zgłosić i odliczyć od uposażenia senatorskiego" - wyjaśnia.