Bogumił Łoziński: Dlaczego ksiądz arcybiskup zdecydował się właśnie teraz ujawnić, że został zarejestrowany przez SB jako tajny współpracownik? Przecież Kościelna Komisja Historyczna badająca kontakty biskupów z tajnymi służbami PRL zakończyła prace w listopadzie ub.r. i o tej rejestracji było wiadomo już wtedy.
Abp Henryk Muszyński*: Czekałem na definitywną odpowiedź z Instytutu Pamięci Narodowej na mój wniosek z 2005 r. o przyznanie mi statusu pokrzywdzonego. Otrzymałem ją dopiero 22 sierpnia tego roku. IPN nie odmawia mi tego statusu, ale też go nie nadał (po zmianie prawa od marca 2007 r. IPN nie może nadawać statusu pokrzywdzonego - red.). Zostałem poinformowany, że nie przysługuje mi prawo wglądu w moje dokumenty, bo jeśli ktoś jest zarejestrowany jako TW, to nie może mieć do nich dostępu. Ja w tej sprawie nie mam nic do ukrycia. Sprawa wyszła na jaw przy okazji wywiadu dotyczącego prymasostwa i planowanego zjazdu gnieźnieńskiego. Gdy dziennikarz spytał o sprawy lustracji i tego, co znajduje się w aktach SB na mój temat, po prostu odpowiedziałem, bo miałem w nie wgląd przy okazji prac Kościelnej Komisji Historycznej. Wcześniej o tym nie mówiłem, bo czekałem na odpowiedź z IPN.

Ksiądz arcybiskup uzyskał od ppłk. Henryka K. oświadczenie, w którym zapewnia on, że zarejestrował księdza arcybiskupa jako tajnego współpracownika bez jego wiedzy, zgody i wbrew woli. Jak udało się dotrzeć do tego człowieka?
Gdy starałem się o paszport, zawsze rozmowy ze mną prowadził ten sam urzędnik. Raz dał mi swoją wizytówkę, ale nigdy z niej nie skorzystałem. Gdy dowiedziałem się o tej rejestracji, postanowiłem go odnaleźć, bo tylko on mógł to sprostować. Pod adresem z wizytówki nie było go. Przedstawiłem się jednak i poprosiłem o pomoc w znalezieniu tego człowieka. Po jakimś czasie dostałem odpowiedź, że się ze mną spotka i bez oporu zgodził się przekazać mi takie oświadczenie.

Czy nie chce ksiądz arcybiskup pozwać go do sądu za to, co wówczas zrobił?
Ja nie jestem od rozliczania krzywd. Jest tyle wyrządzonego zła i niesprawiedliwości. On mógł mi teraz odmówić, a jednak zgodził się napisać to oświadczenie. Traktuję relację z nim na płaszczyźnie ludzkiej, a nie prawnej.

Padają głosy, że ujawnienie tej rejestracji ma związek ze spodziewaną nominacją księdza arcybiskupa w grudniu przyszłego roku na prymasa Polski.
Chcę wyraźnie powiedzieć, że absolutnie nie planowałem ujawnienia tej sprawy teraz, nie ma to też żadnego związku z powrotem funkcji prymasa do Gniezna. Od początku nic nie chciałem ukrywać i uważałem, że trzeba to wszystko ujawnić, czekałem tylko na odpowiedź z IPN. Dla mnie to kwestia uczciwości wobec tych wszystkich, którzy darzą mnie zaufaniem. Ten wywiad dał mi ku temu okazję.

Czy według księdza arcybiskupa inni duchowni powinni również przyjąć taki sposób postępowania i ujawniać dokumenty na temat swoich kontaktów z SB, a nie je utajniać, jak to zrobiły Kościelna Komisja Historyczna i episkopat?
Te dokumenty nie są tajne, mogą się z nimi zapoznać osoby, których one dotyczą. To jest ich indywidualna decyzja, co z tą wiedzą zrobią. Od początku byłem przekonany, że nie ma innej drogi. Byłem to winny moim wiernym, u których mam kredyt zaufania, i to mnie zobowiązuje do powiedzenia prawdy bardziej niż wszystkie inne względy.

Abp Henryk Muszyński jest metropolitą gnieźnieńskim, 19 grudnia 2009 r. ma objąć funkcję prymasa Polski