Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić życie bez ideałów. Ale to pragmatyczne podejście do życia: bo dużo łatwiej jest żyć i być szczęśliwym, będąc choć
trochę idealistą. Wiele razy słyszę od osób z mojego pokolenia, że życie jest niesprawiedliwe, byle jakie, szare, a ludzie są wstrętni i egoistyczni. To po części prawda, bo złych i
egoistycznych ludzi jest bardzo wielu. Ale ja sam spotkałem wiele osób, które chcą pomagać bezinteresownie, a nie dla rozgłosu. Cisi bohaterowie, których nie widać. Niestety takich osób w
moim pokoleniu jest niewiele.
Nie można generalizować, ale częściowo się z nią zgadzam. Nasze pokolenie jest na pewno bardziej egoistyczne i bardziej zapatrzone w siebie niż nawet generacja starsza od nas o 15, 20 lat. Z przerażeniem słucham rozmów rówieśników, którzy planują wybór studiów tylko pod kątem przyszłych zarobków. Ktoś idzie na prawo, mimo że tego nie cierpi, źle mu się rozmawia z ludźmi, ale to jest przecież kasa. Nie potrafiłbym siedzieć w pracy, której bym nienawidził.
Zobaczymy, jak to jest z tym ustawieniem, ale rzeczywiście przyznam, że liczę na to, że będzie to moja droga życiowa. Ale pieniądze w działaniach fundacji są potrzebne jako narzędzie, a nie
jako cel. Poza tym robię to z poczucia pewnej misji.
To było moje marzenie od kilku lat, żeby organizować niezwykłe wyprawy dla osób niepełnosprawnych.
Sam miałem wypadek w wieku 13 lat i wiem, że to może zupełnie zrujnować życie. Miałem kiedyś wrażenie, że nie ma dla mnie przyszłości. I wtedy na mojej drodze stanął Marek Kamiński,
proponując mi wspólną wyprawę na biegun. Ten pomysł stał się światełkiem w tunelu. A ta wyprawa stała się celem, który udało mi się osiągnąć. Dzięki temu odzyskałem wiarę, że nie
ma rzeczy niemożliwych. I wiem już, że nie tylko pomoc materialna, ale także danie nadziei jest czymś niesłychanie ważnym. I jest wiele osób, które tej nadziei i pomocy potrzebują, a nie
mają jej od kogo uzyskać. Ja dostałem wielką szansę, ale zarazem otrzymałem pewną misję, z którą muszę iść dalej. Czuję, że nadszedł czas, kiedy uda mi się zrealizować moje
marzenie, i nie chciałbym sam siebie ani nikogo innego zawieść.
Kiedy przed pierwszą wyprawą na biegun północny zrobił się szum medialny wokół mnie, byłem zaskoczony. Miał on swoje dobre i złe strony. Ale najważniejsze z mediami jest to, żeby nie
dać się wciągnąć. Wiele osób, szczególnie młodych, wpada w pułapkę: zaczyna potrzebować mediów i chce być pokazywanych.
Ta pułapka nigdy nie była dla mnie kusząca. Nigdy nie byłem duszą towarzystwa i nie czuję się najlepiej w centrum zainteresowania. Media są potrzebne, żeby coś nagłośnić, ale na sławie
mi nie zależy. Robię to, żeby się odwdzięczyć. W swoim życiu miałem bardzo wiele zakrętów i zawsze na tych zakrętach poznawałem kogoś, kto mi pomagał. Byłoby niesprawiedliwością,
gdybym tylko brał, a nie oddawał.
Tak się złożyło, że od czasu wypraw na bieguny polarne spędzam czas z ludźmi dwa razy ode mnie starszymi. To pokolenie w odróżnieniu od mojego ma więcej wspólnych ideałów. Pamiętam, jak
kiedyś w szkole oglądałem filmy o Powstaniu Warszawskim albo rodzice mi opowiadali o tym, jak działali w ruchu Wolność i Pokój. Z jednej strony te opowieści są przerażające, ale i
niesamowite. Kiedy rodzice wspominają, jak spotykali różne osoby, które miały wspólne cele i idee, to im zazdroszczę. Tego brakuje w naszym pokoleniu.
Są osoby, których w ogóle nie interesuje świat, wystarczy im konsola PlayStation. A wiekszość osób na pytanie: kto jest twom idolem i wzorem, najczęściej by pewnie odpowiedziała, że jakiś
raper albo ktoś z show-biznesu. Dla mnie osobiście autorytetem jest Jan Paweł II. Coraz częściej odkrywam, jak mądre i trafne rzeczy mówił.
*Janek Mela, rocznik ’88, pierwszy niepełnosprawny zdobywca obydwu biegunów polarnych