21 lipca 11-letnia Ewelina Błędniak, która od 9 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, po raz pierwszy od wyjazdu odwiedzi Polskę. Jednak to nie będzie wakacyjna wycieczka. . "Jeżeli do 23 lipca nie wróci do kraju, grozi jej deportacja i zakaz wjazdu do Stanów przez 10 lat. Przez błąd, jaki popełnił kilka lat temu prawnik, – mówi nam matka dziewczynki Agnieszka Błędniak.
Cumming to niewielkie amerykańskie miasteczko położone niecałą godzinę jazdy od Atlanty stolicy stanu Georgia. To tam od kilku lat mieszka rodzina Błędniaków. Hubert prowadzi firmę budowlaną i sam wybudował swoje dwa domy. Agnieszka pracuje w restauracji, a Ewelina właśnie skończyła szkołę podstawową i zdała egzaminy do gimnazjum. Teraz ich spokojne życie skończyło się.
"W ubiegłym roku nagle wezwał nas urząd imigracyjny i oświadczył, że Ewelina jest nielegalnym imigrantem. Myśleliśmy, że to tylko jakieś nieporozumienie i wszystko uda się wyjaśnić. Jednak w marcu tego roku " - opowiada załamana matka dziewczynki.
Jego córka i żona do USA przyjechały w 2000 roku. Postanowiły skorzystać z tymczasowej furtki, która otworzyła się w USA. W 2001 roku amerykański rząd ogłosił amnestię dla nielegalnych emigrantów, którzy zgłoszą się do urzędów. Podanie o legalizację swojego statusu trzeba było złożyć do 30 kwietnia 2001 roku. "Wynajęliśmy prawniczkę, by wszystko dla nas załatwiła" - opowiada matka dziewczynki. Procedura przyznania zielonej karty może trwać nawet kilka lat. Rodzina cierpliwie czekała na załatwienie formalności.
, jednak wciąż nie nadchodziła informacja o statusie Eweliny. "Kiedy rodzice zaczęli w końcu o to pytać, urząd imigracyjny przeprowadził dochodzenie. Okazało się, że Ewelina jest nielegalnym imigrantem i nie może już otrzymać statusu, bo jej dokumenty w ogóle nie wpłynęły" - tłumaczy nowa prawniczka wynajęta przez Błędniaków Maria Odom. - "Niestety amerykańskie prawo w stosunku do nielegalnych emigrantów jest bardzo rygorystyczne i teraz dziecko musi wrócić do Polski" - dodaje.
Tam poprzez ambasadę w Warszawie Błędniacy będą starać się o zieloną kartę dla Eweliny. tłumaczy prawniczka.
i opisały gazety, zaczęli dzwonić znajomi, Polonia, a nawet prawnicy. – Wszyscy starają się pomóc i podtrzymać na duchu – opowiada Szulińska. Jednak urząd imigracyjny nie chce robić precedensu: dziecko i tak musi wsiąść do samolotu do Warszawy.
Ten wyjazd jest dla Eweliny prawdziwym dramatem. – Nie wiemy co robić – mówi nam babcia dziewczynki Barbara Szulińska. – Ona odbiera to jak karę, myśli że zrobiła coś złego. A przecież nie ma w tym jej winy.