Jerzy S. był osobą znaną w Wolinie (zachodniopomorskie). Od wielu lat zajmował się drobnym handlem. Wg niepotwierdzonych informacji miał się ostatnio zaangażować w nowy interes. Biznes nie wyszedł i mężczyzna popadł w długi.

Reklama

Jak ustalił reporter "Głosu Szczecińskiego" mężczyzna nie zostawił żadnego listu pożegnalnego, a w feralny wieczór był w domu razem z żoną. Prawdopodobnie wyszedł w pewnym momencie z sypialni. Potem żona usłyszała jęki dochodzące z drugiego pokoju. Gdy weszła, Jerzy S. leżał na podłodze z raną brzucha. Nie udało się go uratować. Biznesmen osierocił wielodzietną rodzinę.

Policja nie znalazła żadnych śladów włamania. Prokuratura czeka na opinię z sekcji zwłok. "Na razie znamy tylko wstępną przyczyne, nie jest ona ostateczna, w tej chwili badamy każdą wersję" – zatrzega w rozmowie z "Głosem Szczecińskim" prok. Jarosław Przewoźny, szef kamieńskiej prokuratury.