32-letni pan Andrzej przyjechał z powiatu radzyńskiego do Chełma z kolegą, aby kupić samochód. Ze sprzedawcami umówił się we wtorkowy wieczór w ustronnym miejscu. Przeznaczonym na sprzedaż audi przyjechało trzech mężczyzn, dwóch z nich wysiadło i zaczęło rozmowę z przyszłymi kupcami. Gdy nabywcy audi zaczęli odliczać pieniądze - 9,4 tysiąca złotych - jeden ze sprzedawców psiknął im w oczy gazem łzawiącym, wyrwał plik banknotów i wsiadł do auta.

Audi gwałtownie ruszyło z miejsca, ale wtedy pan Andrzej rzucił się na maskę. Chwycił się wycieraczek. Auto skręciło w stronę centrum miasta. Pędziło z uczepionym maski mężczyzną. Panu Andrzejowi udało się wybić najpierw boczną, potem przednią szybę. Dzięki temu zdołał się utrzymać.

Kolega niefortunnego kupca próbował gonić audi, ale zgubił je na ulicach Chełma. Tymczasem auto zatrzymało się. Jeden z bandytów wyskoczył ze środka i żelaznym kastetem zmasakrował głowę radzynianina. "Myślałem tylko o jednym. Aby nie dać się zrzucić z samochodu" - mówi pan Andrzej "Dziennikowi Wschodniemu". "Zdawałem sobie też sprawę, że mam do czynienia z bezwzględnymi przestępcami" - dodaje.

Bandyci zostawili skatowanego mężczyznę i ruszyli dalej. W pewnym momencie dogoniła ich policja, którą zaalarmowali świadkowie szaleńczej jazdy. Przestępcy zaczęli uciekać piechotą. Policjanci złapali jedynie 17-letniego Arkadiusza L. Pozostałym dwóm bandytom udało się uciec. Policja wciąż ich poszukuje.