Samochody zatopione w kałużach, zalane tunele, brak sygnalizacji na niektórych skrzyżowaniach - tak rano wyglądały Warszawa, Łodź i mniejsze miasta środkowej Polski po kilku godzinach ulewy. Dyżurni miast nie nadążali z odbieraniem telefonów z sygnałami o kolejnych awariach i zalanych piwnicach.
"Mamy setki zgłoszeń, trudno się doliczyć ile dokładnie. Bardzo dużo osób cały czas dzwoni" - mówił dyżurny techniczny Warszawy. Na metr kwadratowy spadło od świtu 40 litrów wody, czyli 4 duże wiadra.
Zgłaszane są także przeciekające dachy budynków, na których prowadzone są remonty, a które nie zostały odpowiednio zabezpieczone. Awarie usuwają wszystkie służby miejskie.
W Łodzi w ulewach stanął ruch uliczny. Woda przelewała się przez tramwaje i niskopodłogowe autobusy. Przed południem dyżurny miasta dostał od łodzian kilkanaście zgłoszeń o zalanych mieszkaniach w budynkach, w których przecieka dach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl