Sprawa wyszła na jaw w momencie zatrzymania Rutkowskiego, pod koniec lipca. Wtedy przemówił Jerzy Godlewski, również detektyw, który na chleb zarabia w Hamburgu. Ujawnił, że gdy odzyskał dla pewnej firmy ubezpieczeniowej wartego kilkaset tysięcy złotych "merca", to właśnie biuro detektywistyczne Rutkowskiego zwinęło mu samochód.
Nie było to czcze gadanie. Detektyw z Niemiec miał dowody. Na tyle mocne, że sprawą już zajęła się polska prokuratura. "W ciągu kilku dni odwiedzimy Rutkowskiego w areszcie i przesłuchamy" - zapowiada prokurator rejonowy w Zabrzu Alina Skoczyńska w rozmowie z dziennikiem.pl. Detektyw-zbir dostanie dwa nowe zarzuty. Odpowie za zorganizowanie kradzieży i zniszczenie auta. Grozi mu za to pięć lat za kratkami.
Ale te oskarżenia to tylko czubek góry zarzutów wobec Rutkowskiego. Odpowie m.in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, tzw. mafii paliwowej, która zarabiała na produkcji lewego paliwa. Jest również oskarżony o pranie brudnych pieniędzy, powoływanie się - w zamian za łapówki - na wpływy w instytucjach państwowych i o kłamstwo.