Turcy się bronią. Zarząd linii lotniczych Sky Airlines twierdzi, że to nie ich pilot zawinił, kiedy wylądował wczoraj nie na tym lotnisku co trzeba. To, że wylądował w bazie wojskowej w Krzesinach, a nie na oddalonym o kilka kilometrów lotnisku Poznań-Ławica, jest ponoć winą polskiego nawigatora z wieży kontrolnej. Turcy twierdzą, że za wcześnie powiedział słowa "clear to land", co oznacza, że można już lądować.
Zarząd Sky Airlines wszczął specjalne, wewnętrzne śledztwo w tej sprawie. Dochodzenie, które ma ustalić kto zawinił, pilot czy nawigator, zakończy się
pod koniec tygodnia. Ale już dziś przedstawiciele zarządu są pewni, że to nasza wina.
"Usłyszałem od zarządu, że pilot zareagował prawidłowo. Leciał kanałem numer 29, który prowadzi do obu lotnisk. Zapytał o pozwolenie na lądowanie, usłyszał akceptację i zgodnie z regulaminem wylądował na pierwszym pasie, który zobaczył" - tłumaczy dziennikowi.pl szef polskiego oddziału Sky Airlines Sławomir Szulc.
Jedno jest pewne. Pani pilot, która pomyliła lotniska w Polsce, nie będzie na razie latać. Najbliższy rejs Sky Airlines do Polski - w nadchodzącą środę - popilotuje inny kapitan.
"Usłyszałem od zarządu, że pilot zareagował prawidłowo. Leciał kanałem numer 29, który prowadzi do obu lotnisk. Zapytał o pozwolenie na lądowanie, usłyszał akceptację i zgodnie z regulaminem wylądował na pierwszym pasie, który zobaczył" - tłumaczy dziennikowi.pl szef polskiego oddziału Sky Airlines Sławomir Szulc.
Jedno jest pewne. Pani pilot, która pomyliła lotniska w Polsce, nie będzie na razie latać. Najbliższy rejs Sky Airlines do Polski - w nadchodzącą środę - popilotuje inny kapitan.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl