Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Po przesłuchaniu dziewięcioletniego Sebastiana przyjęła trzy wersje, dlaczego porywacze porzucili chłopca. "Albo polowali na inne dziecko i zwyczajnie się pomylili, albo rzeczywiście chcieli porwać Sebastiana i coś sprawiło, że zrezygnowali w ostatniej chwili, lub też było to uprowadzenie o podłożu seksualnym" - wyjaśnia dziennikowi.pl rzecznik prokuratury w Złotowie, Mirosław Adamski.
Policja co do wersji dziecka jest jednak sceptyczna. "Jesteśmy na 99 proc. pewni, że żadnego porwania nie było. Chłopak grał w piłkę na podwórku, nie wrócił na czas do domu, bał się rodziców i dlatego wszystko sobie zmyślił" - tłumaczy DZIENNIKOWI wysoki rangą oficer wielkopolskiej policji.
W kłamstwo wnuka nie wierzy babcia - Renata Beger. Pani poseł podejrzewa, że to był szantaż. "Mam takie wewnętrzne odczucie, że może ktoś chciał w ten sposób dać mi znać, że może się coś stać, jeśli w pewnym momencie będę niepokorna" - mówi DZIENNIKOWI Beger. Dla dobra śledztwa nie chce zdradzać szczegółów, ale dodaje, że policja wie, które wątki ma sprawdzić.
Do tajemniczego porwania miało dojść w poniedziałek po południu na placu zabaw w Złotowie (woj. wielkopolskie). Sebastian bawił się tam z innymi dziećmi. Twierdzi, że ktoś wciągnął go do samochodu i zarzucił chustkę na głowę. Po kilku minutach auto się zatrzymało, a chłopca wypchnięto na ulicę.