Dziennik Gazeta Prawana logo

Nikt nie kontroluje mazowieckich kierowców

12 października 2007, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Po mazowieckich drogach można pędzić, ile wlezie. Jak dowiedział się DZIENNIK, drogówka woli nie ryzykować gniewu komendanta głównego i... w ogóle nie mierzy prędkości.

Z magazynu sprzętu drogowego nie wydano w czwartek policjantom ani jednej tzw. suszarki. Tak kierowcy nazywają radary. Teraz piraci drogowi mogą więc szaleć i pędzić, na ile tylko samochód pozwala, Muszą tylko uważać na fotoradary na ulicach i patrole policjantów w cywilu, jeżdżących nieoznakowanymi samochodami z wideoradarami.

Dlaczego policja przestała czatować na kierowców w krzakach? "To efekt strachu przed komendantem głównym, który chce zlikwidować policję krzakową" - mówi nieoficjalnie DZIENNIKOWI policjant z komendy głównej. Marek Bieńkowski nasłał kontrole na radarowców i zaczęło się zamieszanie. Szefowie drogówki nie wiedzą, które miejsca są widoczne, a które nie i wolą nie ryzykować. Zakazali używania radarów, póki nie powstanie nowa mapa miejsc, gdzie można będzie stawiać radary. Do tego czasu mazowieckie drogi to raj dla piratów drogowych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj