Jeszcze na granicy Borys została dokładnie przeszukana. Na przejście graniczne w miejscowości Priwałka przyjechała nawet specjalnie grupa śledcza z Grodna. Celnicy trzymali Borys i jej kolegów na przejściu przez ponad osiem godzin. Szefowa Związku została wypuszczona dopiero ok. 1. w nocy, już w Grodnie, gdzie przewiózł ją radiowóz.
W jednym z lusterek auta, którym Borys jechała z Litwy, celnicy znaleźli podobno zawiniątko z dziwną substancją. Woreczek został przewieziony do analizy. Borys twierdzi, że z zawiniątkiem nie ma nic wspólnego i twierdzi, że ktoś jej substancję podrzucił. "To prowokacja białoruskich władz" - mówi wprost szefowa ZPB.
Borys wracała ze swymi kolegami z posiedzenia Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych, które odbywało się w Wilnie. Opowiadała tam o sytuacji Polaków na Białorusi.