Sąd uznał, że nie da się ustalić, czy dziecko zmarło śmiercią naturalną, czy je zamordowano. A los pozostałej dwójki dzieci nie jest znany.
Ta zbrodnia chyba już nigdy nie zostanie wyjaśniona. Wyszła na jaw przed dziesięciu laty. Zeznając w sprawie maltretowania żony, Mirosław M. opowiedział, jak między rokiem 1976 a 1988 zabijał razem z nią kolejne dzieci. Wspólnie je dusili, a on zakopywał ciała. I faktycznie, we wskazanym przez niego miejscu znaleziono szkielet jednego niemowlęcia.
Rozpoczął się proces. W 2001 r. małżeństwo uniewinniono. Potem były kolejne apelacje, wyrok 15 lat więzienia dla męża i sześć dla żony. Ale teraz znów ich uniewinniono.
Sąd najwyraźniej posłużył się starą zasadą, że wątpliwości przemawiają za oskarżonym. Z drugiej strony sąd opisał całą rodzinę jako przepełnioną nienawiścią, a życie żony przy bijącym ją mężu jako gehennę. Do tego Mirosław M. odsiaduje teraz wyrok za zupełnie inne zabójstwo...