To były sceny jak z filmu katastroficznego. W śnieżnej burzy i pięciometrowych falach poszedł na dno szwedzki kontenerowiec "Finnbirch", przewożący m.in. naczepy ciężarówek. Płynęło nim dziesięciu Filipińczyków i czterech Szwedów. Podczas bohaterskiej akcji ratownicy uratowali 13 marynarzy. Niestety, jeden z nich nie przeżył tak silnego wychłodzenia. Zmarł w szpitalu. Czternastego marynarza nie udało się odnaleźć. Poszukiwania zostały już odwołane.

Dramatycznie było w Kołobrzegu. Był wczesny wieczór, dawno po pracy, ale mieszkańcy ani trochę nie czuli się zrelaksowani. Sztormowy wicher za oknami osiągał nawet 12 stopni w skali Beauforta. W powietrzu fruwały śmieci i gałęzie. Zdezorientowani i poddenerwowani kierowcy wpadali na inne samochody, a przechodnie w popłochu chowali się w budynkach. Wiało tak mocno, że woda z Parsęty zaczęła zalewać nadrzeczny bulwar i brzegi Kanału Drzewnego.

Ciężkie chwile przeżyli mieszkańcy Świnoujścia. Tam wiało z prędkością nawet 120 km/h. Drzewa łamały się jak zapałki. Sile wiatru nie były w stanie oprzeć się niektóre dachy. Było tak niebezpiecznie, że służby ratunkowe musiały odwołać rejsy do Szwecji. Woda z Bałtyku zalała ulice. I choć teraz wiatr zaczyna powoli słabnąć, to i tak wciąż obowiązuje alarm przeciwsztormowy.

Huragan dał się we znaki również innym miejscowościom. Woda wdarła się m.in. do Gdańska, Ustki i Łeby. Niemal w ostatniej chwili od zalania udało się uratować centrum Darłowa. Strażacy uwijali się jak w ukropie. Wypompowywali wodę z zalanych piwnic, usuwali połamane konary. I co chwilę odbierali telefony od przerażonych ludzi. I choć pogoda powoli się poprawia, to i tak dzień przed nimi ciężki - na ulicach wielu miejscowości wciąż stoi woda.