Na tym jednak nie koniec. Według programu "Zero tolerancji" uczniowie chodzący na wagary będą łapani przez policję i straż miejską. Minister chciałby też wprowadzenia godziny policyjnej dla nieletnich, szwendających się po ulicach. Swój program Giertych przedstawił w szkole nr 2 w Gdańsku, w której dwa tygodnie temu uczniowie-bandyci doprowadzili 14-letnią Anię do samobójstwa.
"Będzie też nowa hierarchia kar" - dodał minister. Jak wyliczył, szkolni chuligani najpierw dostaną upomnienie i naganę. Później będzie list do rodziców, publiczna nagana na apelu. Wreszcie skreślenie z listy uczniów i przeniesienie do innej szkoły. Jeśli to nie będzie pomagać, szkolnych bandytówi będzie można umieścić w poprawczaku. "Nie może być tak, że bandyci swobodnie chodzą po szkołach. Niektórzy starają się przekonywać, że młodzież trzeba wychowywać miłością. Ale zapominają, że brak wymagań oznacza brak miłości. Od 2000 lat pedagogika zna zasadę, że od młodych ludzi trzeba wymagać" - mówił Giertych. I powołał się na papieża Jana Pawła II: "On też mówił, że trzeba od siebie wymagać".
Ale na karach się nie kończy. Bo będą też "nagrody solidarności" dla tych, którzy - jak zapowiedział Giertych - pomagają innym gnębionym przez kolegów czy koleżanki.
Kilkakrotnie podkreślał też winę nauczycieli. "Dziś dowiedziałem się, że Ania była molestowana przynajmniej od września. Wiedziały o tym co najmniej dwie osoby. Ale nikt z tym nic nie zrobił. Woleli problem zamieść pod dywan" - powiedział Giertych i zapowiedział, że nauczyciele, którzy nie będą reagować na krzywdy dzieci, zostaną odwołani. A jeśli ich wina będzie ewidentna - dyrektorzy będą mogli złożyć doniesienie na policję.
Na koniec Giertych sprzeciwił się oskarżeniom, że organizacja konferencji w szkole, gdzie uczyła się Ania, to jego polityczna manipulacja. "To jest program apolityczny. Opozycja powinna się powstrzymać od wyzwisk" - uznał Giertych.